26 kwietnia 2015

Recenzja TNA Impact Wrestling 24/04/2015





Recenzja pochodzi od SMART FAN ZONE, którego jestem częścią. Zachęcam do zapoznania się z naszymi innymi materiałami sięgających od Meksyku aż po Japonie. SMART FAN ZONE LINK

Dziś epizod IMPACT określony jako noc TKO, Night of Knockouts! Kobietom zostanie poświęcone wiele czasu, ale z pewnością nie tak dużo jak Tag Teamom w zeszłym tygodniu. Poza kobietami na pewno dostaniemy jeszcze Angle'a i Eric'a Young'a w walce o tytuł wagi ciężkiej! Największą zagadką tej walki jest to - który EY wejdzie do ringu. Stary, zakręcony czy nowy atakujący swoich przyjaciół za pleców? Zapraszam do czytania i zapoznania się z moimi spostrzeżeniami na temat najnowszego TNA Impact Wrestling.




Segment w ringu



Angle pojawia się w ringu i od razu zaprasza EY by zaspokoić niecierpliwość i dowiedzieć się, przed który Young'em przyjdzie mu dziś bronić tytułu. Kurt jak zwykle nie powiedział nic konkretnego. Szczerze pisząc, jego proma są mało ciekawe, na pewno nie takie jak powinny być. ostatnio zawsze jak coś mówi to nie wiem czy daje się wykazać innym czy po prostu ograniczają go do dobrego gościa, który zamiast pocisnąć kogokolwiek stwierdza z reguły fakty. Eric za to dał naprawdę fajne promo. Może rzeczywiście Kurt po prostu daje innym pole do popisu? Young oświadczył, że dziś Kurt zmierzy się z najlepszym, prawdziwym Eric'em Young'em po czym ujrzeliśmy handshake. Tę jakże uroczą sytuację, ekhem.. przerywa Austin Aries i jak dla mnie jak zwykle udowadnia dlaczego jest najlepszym mówcą w TNA. Jego proma są bardzo dobre i tak też było tym razem. Dostaliśmy oświadczenie od Ariesa, że prawdziwy EY to ten, który atakuje swoich kumpli zza pleców by pozbyć ich mistrzostwa i Kurt nie powinien mu ufać. Aries ogłosił, że dziś jest jego czas i niech Eric Young lepiej się odsunie i poczeka na swoją kolej gdyż on dziś inkasuje swoją walizkę Feast or Fired! Aries zostawił EY i Kurt'a w ringu. No i teraz zrobiło się ciekawie. Ujrzymy dziś dwie walki o tytuł Wagi Ciężkiej?

1# Cotender Fatal 4 Way Knockouts Match

Gail Kim vs. Angelina Love vs. Brooke vs. Madison Rayne



Cholera, jak ja uwielbiam Brooke no, ale to chyba sprawa na potem jak już uporam się z tą recenzją. Zaczynamy wieczór kobiet zapowiedzianą już tydzień temu walką o miano pretendenta do tytułu mistrzowskiego Knockouts. To co mi się podoba w TNA to, że kobiety w wrestlingu nie są tylko wyłącznie od tego by świecić walorami co oczywiście wszyscy bardzo lubimy. Organizacja takiej nocy jak ta ma jednak też ewidentnie do pokazania, że są one wstanie pokazać równie dobre show co panowie. Tak też było. Podoba mi się ten brutalny styl, w którym panie prowadziły walkę rozpoczynając ją od samego początku brawlem za ringiem. Brutalność u kobiet, którą jeszcze fajnie się ogląda i zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż te w UFC, jednak nie o tym mowa. To co mi się chyba najbardziej spodobało w tej walce to jak już w ostatnich minutach Gail zapięła na Madison dźwignię, w sumie mogę się pokusić o stwierdzenie, że był to Koji Clutch. Następnie zrobiła to samo Angelina na Gail trzymającą Madison w podobnym uchwycie nogami i na koniec dołączyła do tego Brooke naciągając plecy Angeliny na swoje kolana. Było to dosyć zaskakujące bynajmniej dla mnie, kogoś kto z reguły nie ogląda walk kobiet i wyszło całkiem sprawnie, kończąc wyjściem Madison i naprawdę fajnie wyglądającym kickiem z jego strony na twarz Brooke. Fani ewidentnie podłapali dobre wrażenie na temat walki tak samo jak ja i dostaliśmy chanty - "This is Awesome", które raczej o czymś świadczą. Po wymianie finiszerów na koniec już wiemy, że z Taryn tudzież Kong o tytuł zmierzy się właśnie Brooke.

The Rising & BDC


Przed samą walka dostaliśmy video z udziałem The Rising, gdzie Ci standardowo przedstawiają swój gimmick jak to oni nie stoją za Pro Wrestlingiem. Wychodzi im to dosyć fajnie, ale video zmonotowane niby fajnie, a z drugiej strony tak, że powinni je rozpocząć ostrzeżeniem dla ludzi chorych na epilepsje. Smart Fan Zone dba o zdrowie oglądających i ostrzega ludzi z epilepsią albo tych, którzy nie przepadają za oczo pląsem :C BDC na początku mnie nie przekonywało. Problemem było to, że TNA od kilku lat ma cały czas w ruchu jaką Heelową stajnię. Było Fortune, potem Asy i Ósemki, a teraz BDC. Po prostu nie rozumiem dlaczego TNA tak bardzo nie może sobie poradzić bez stajni. No, ale nie będę narzekał gdyż samo BDC pod względem składu podoba mi się o sto razy więcej niż Asy i Ósemki, a i stają się z każdym tygodniem coraz bardziej wyraziści przez kolejnego świetnego mówcę TNA, czyli MVP, który odwala kawał dobrej roboty. MVP ogłosił, że będzie to dziś uczciwa walka jeden na jeden po czym powiedział, że by dali mu chwile aż ściągnie kurtkę. Gdy wszyscy oprócz Mici opuścili ring, Kenny King wbiegł i zaatakował zza pleców Mice i tak też walka się zaczęła. Ciekawa zagrywka gdyż MVP nie powiedział, że to właśnie on będzie dziś walczył. 

Grudge Match

Kenny King (BDC) vs. Mica (The Rising)


Mógłbym w tym momencie zacząć się wywodzić na temat tego jak wyglądał Mica w WWE (Camacho), a jak wygląda teraz w TNA, ale nic konkretnego nie dam rady powiedzieć na ten temat bo po prostu nie wiem i ta walka też nie dała mi takiej możliwości. Dlaczego? Była pod szyldem Kenny'ego Kinga, któremu atak z początku walki i to, że po kilku pierwszych minutach reszta The Rising została wyrzucona na zaplecze przez arbitra, zdecydowanie ułatwiła mu zadanie. Oczywiście nie zabrakło krótkie comebacku Mici, w którym ten mógł pokazać (prawdopodobnie) swój finiszer, którym jest znane nam "Big Ending". Jego comeback jednak szybko został ostudzony, przez będące przy ringu BDC, którego jak zwykle sędzia nie umiał okiełznać. To jednak mu nie przeszkodziło w wygraniu meczu. W końcówce Kenny King leciał na Mice z akcją Springboardową i ten zagarnął go na barki przekształcając lot w Samoan Drop pozwalający odliczyć Kinga do trzech. To co jest najgorsze, że walka na stronie Impactu, która jest źródłem moich zdjęć walka jest określona jako Grudge Match. Stypulacja, sprawiająca, że coś jest na szali jak np z reguły włosy albo w Meksyku maska. Tu jednak nie usłyszałem kompletnie nic o co niby miała być ta walka i albo jestem mało spostrzegawczy i rozgarnięty albo to TNA coś miesza. Może ktoś mi to ułatwi w jakimś komentarzu?

Po walce BDC wpada do ringu rzucając się na Mice i oczywiście na pomoc przybiega The Rising, mamy klasyczny brawl, który przemienił się w solidny BEAT DOWN dla The Rising w momencie kiedy do całej szopki dołączył jeszcze Homicide. Po tym jak The Rising, a zwłaszcza Drew, po raz kolejny został obłożony przez Low Ki metalową rurką zostało ogłoszone na backstageu zaraz po walce przez niego, że za tydzień czeka ich walka podczas Hardcore Justice - "Metal Pipe on a Pool Match". Może być interesująco!

Debiut

Jade /w. Marti Bell (Doll House) vs. Laura Dennis



Zapowiedziany już tydzień temu debiut.. The Doll House. Kobiecej stajni, w której nie wiem o co chodzi, ale wiem, że jest mega.. schizowa. Kobiety z zaburzeniem jaźni? Opóźniony rozwój? Może ktoś bardziej kojarzy te dwie zawodniczki, gdyż poza epizodami w TNA występowały sporo na scenie niezależnej. Mi nie przyszło się tym interesować i pewnie lepiej określę swoje zdanie na przestrzeni tygodni. Na razie to tylko biega i krzyczy... cóż za brakiem rozwagi tych pań idzie także brutalność, której również nie zabrakło w tej walce. Są one agresywne co nie tylko przejawiają swoimi nieznośnymi krzykami, ale i też w ringu. Chyba nie lubią jak ktoś im się sprzeciwia bo gdy Marti zainterweniowała w walkę podcinając Laure, sędzia kzał jej opuścić arenę więc ta.. gdy ten się odwrócił z rozbiegu wbiła się kolanem w jego plecy i posłała go twarzą w metalowy słupek od narożnika. Ucierpiało się na tym również Laurze znanej fanom jako Cherry Bomb z gal One Night Only co doprowadziło do ogłoszenia dyskwalifikacji przez Chirsty co się źle dla niej skończyło, a konkretniej podwójnym lujem w twarz i Irish Whippem w schodki. Co jak co hate od fanów udało im się zebrać solidny. Zobaczymy co wyjdzie z tego projektu. Na scenie niezależnej już chyba istniał, to nie mój świat. 

Segment w ringu



Magnus zaprasza do ringu Micky James, która ma powiedzieć o swojej przyszłości w wrestlingu. Micky daje piękne, chwytające za serce, wrażliwe i smutne promo jak to przyszedł czas z zawodniczki skupić się na byciu matką. Rozpłakana Micky w ten sposób przekazała nam, że czas na emeryturę. Storm pojawia się w ringu i w dosyć faceowy sposób, chociaż bardziej nazwał bym to manipulacyjnym sposobem, stara się namówić Micky by ta jeszcze nie rezygnowała. Jako chodzi o manipulacje to typowa gadka jak to on ją dobrze zna, jaka ona jest świetna w tym co robi. Fani szybko złapali jego podejście do sprawy. Mimo przekonań Micky i Magnusa, że to już ostateczna decyzja, Storm zatacza pieprzone koło i mówi cały czas to samo, że to jeszcze nie czas, że nie prosi ją o pełen etat, a chociaż ostatni raz. Magnus po raz kolejny przyjął z zdziwieniem zachowanie Storma oraz ze sztucznym entuzjazmem to, że Micky zgadza się na ostatni mecz. Cóż widać ewidentnie, że James coś knuje i Micky na pewno tego nie widzi, Magnus stara się tego nie widzieć chociaż w momencie gdy po segmencie na zapleczu spotyka Davey'a, ten mówi mu, że Storm to diabeł i by Magnus nie pozwolił mu mieszać w jego rodzinie. Warto napomnieć już teraz by nie robić chaosu w recenzji, że pod koniec gali Magnus prosi kamerzystów by mieli na oku Micky. Zapowiada nam się całkiem ciekawy storyline.

Singles Match

Davey Richards vs. Manik


Tę dwójkę spokojnie można postawić pod szyldem "X-Division" i dobrze, że mamy okazję zobaczyć walkę tego rodzaju na Impact bo po prostu TNA niestety odłożyło ostatnio aż za bardzo na bok tę dywizję, która zawsze była najmocniejszym fundamentem federacji. Skład bardzo dobry. Zarówno Richards jaki i Manik to świetnie wyszkoleni zawodnicy jeśli chodzi o szybki i techniczny wrestling i taki właśnie przebieg walki dostaliśmy w ich wykonaniu. Jak ktoś lubi ten typ wrestlingu tak samo jak ja to warto rzucić okiem. Wyszło solidnie i zdecydowanie na plus. Richards jak widać solowo też sobie radzi i zgarnął pin po Creeping Death. Ciekaw jestem czy ta nazwa to przypadek czy Davey jest fanem Metallici :) Stały element Impact po walce jak w gre wchodzą stajnie i już zbytnio powtarzalny na tym epizodzie. Trzeci atak po walce. Revolution atakuje Davey'a Richards'a i co jest najdziwniejsze w tym wszystkim jakiś dzieciak krzyczy z widowni "Let's go Khoya". Nie wiem o co chodzi, ale to chyba ten 0,01% fanów Wrestlingu, który może lubić kogoś takiego. Na pomoc Davey'owi przed Abyss'em i Khoyą pojawiają się nowi mistrzowie Tag Team - The Hardys. Bez problemu neutralizują Revolution. 

Segment w ringu


Przy dekoracjach w ringu typowych dla przemowy prezydenckiej EC III ogłasza siebie następnym mistrzem Wagi Ciężkiej używając argumentu bycia nie przypiętym od piętnastu miesięcy. Czas rozpocząć kampanie EC III 2015 FOR CHAMP. Ogólnie całość mi się bardzo spodobało. EC III to ktoś kto dobrze odwala swoją robotę, a gdy był w WWE nigdy bym pewnie tego nie zobaczył. Wszystko zostało przedstawione w dodatku w fajnym zabawnym prezydenckim stylu statystykami co zmieni się w TNA. "God bless Impact Wrestling and God bless ECIII" bądź... Mr Andersona, który przerywa to oświadczenie. Ogólnie troche mi szkoda Andersona bo stać go na wiele, a jest używany wszędzie trochę na doczepkę. Po prostu nie rozumiem trochę jego roli w TNA, ale najwidoczniej stał się tutejszym Chris'em Jericho odpowiedzialnym za promowanie nowych twarzy i najwidoczniej teraz kolej na feud z EC III po tym jak wpadł do ringu i zaczął wyśmiewać się z Cartera mówiąc, że mógłby startować na prezydenta, ale to nie starczy by byc mistrzem - potrzeba krwi, potu, łez i poświęcenia. Wszystko doprowadziło do brawlu, w który EC III nie wyręczył się Tyrusem tylko sam zaczął walczyć no i poległ na tej płaszczyźnie. 

#EC3FORCHAMP
To co? Dołączamy? ^^

Knockouts Championship Match

Taryn Terell (c.) vs. Awesome Kong



To co mnie zaskoczyło to Taryn mówiąca przed rozpoczęciem walki by to była walka.. bez dyskwalifikacji! To dodało smaczku tej walce co trzeba przyznać. Gdzie indziej w main streamie nie zobaczycie kobiet okładających się kijami do kendo tudzież wykonujących sobie swing w metalową barierkę. Ten brak zasad pomógł tej walce ukazać tę brutalność, z którą są bookowane kobiety w TNA, ta "zażartość", że tak to ujmę. Walka sama w sobie nie była długa i z początku Kong dominowało, a potem zamieniła się kolejność i to Taryn przejęła inicjatywę wnosząc stół do ringu. I tu zrobiło się ciekawie. Przy ringu stanęło Doll House, a Taryn próbowała wykonać Kong Jumping Cutter na rozłożony przy narożniku stół. Kong kontrując cisnęła twarzą rywalki o stół i ją ułożyła na nim. W momencie gdy chciała na niego skoczyć Doll House zaatakowało kijami Kong, a następnie asystowały Taryn przy.. Powerbombie z narożnika prosto na stół w wykonaniu Taryn! Kong z impetem padając z narożnika na stół została odliczona do trzech przez Taryn, która oficjalnie przechodzi heel turn i najwidoczniej dołącza do Doll House. Widzicie jakie to jest śmieszne? TNA nie potrafi chyba wymyślać story, w których nie uczestniczą osoby trzecie. Ta federacja najwidoczniej jest zależna od stajni, grup albo bookerzy są mało ogarnięci bo nawet w dywizji kobiet powstaje nam Heelowska stajnia. No, ale powerbomb wypadł fajnie.

World Heavyweight Championship Title Match

Kurt Angle (c.) vs. Austin Aries



To co mi się podobało, że ta walka była promowana przez całą galę krótkimi segmentami. Mieliśmy ewidentnie już powrót starego EY jednak najwidoczniej jest na tyle zachwiany, że tak jak sam powiedział na zapleczu Kurtowi ma dość okradania go z mistrzostwa i tego traktowania. Kurt przyjmując wyzwanie Ariesa był po prostu zmuszony odłożyć walkę z EY na kiedy indziej i najwidoczniej to już przekreśliło powrót starego Erica. Mamy tego efekt gdy Austin jest już w ringu. Zostaje zaatakowany zza pleców przez Younga, a następnie inkasuje Piledriver na macie dookoła ringu i na schodkach! Kurt Angle wbiega na pomoc i odciąga Erica co kończy się atakiem również na mistrza. Young w tym momencie przeszedł mocny punkt w tworzeniu swojej heelowej persony po przez doprowadzenie Kurta do krwawienia i zapięcie brutalnego Submissionu na jego chorej nodze. Dużo teraz namieszał Eric i na pewno prędko nie powinniśmy zobaczyć powrotu tego starego Younga, a po prostu zagoszczenie na dłużej bardziej wyraźnego, nowego Erica. Co wy na to? 

Podsumowanie

Jestem zadowolony z gali. Okres nowych feudów rozpoczął się na dobre. W okół tytułu mistrzowskiego robi się ciekawie, Eric Young staje się wyraźniejszy niż był dotychczas jak heel. Sytuacja między Stormem i Magnusem jest intrygująca i może się rozwinąć z tego naprawdę ciekawy storyliny. Cóż, Magnus ma pecha do psychopatów. Sytuacja między BDC i The Rising również robi się coraz bardziej napięta i cóż. Gala byłą brutalna, pokazały to również kobiety, którym zostało poświęcone bardzo wiele czasu i dobrze bo one akurat na to zasługują swoją pracą. Jedyne co denerwuje to nadmiar stajni i brawli, które są niemalże na każdym kroku. Wystarczy przeanalizować moja recenzje by zauważyć jak ta gala byłą zabookowana. Nie wiem w czym tkwi problem. Ograniczona kreatywność bookerów? No, ale cóż. Mimo to ogląda się to bardzo dobrze, Orlando o dziwo nie zawodzi i atmosfera jaka panuje w Impact Zone od kilku tygodni jest na tyle dobra, że przebija ogromne areny RAW nie jednokrotnie. Jestem usatysfakcjonowany mimo wszystko i na razie stajnie i powtarzalność mi nie zawadzają, ale zapewne do czasu. Brutalność dzisiejszej gali idealnie zapowiedziała kolejną galę specjalną, którymi tak TNA nas napawa ostatnio - Hardcore Justice. Najbardziej Hardcorowe Impact w roku już za tydzień i zapraszam właśnie wtedy do zapoznania się z moją opinią na ten temat. Tymczasem - #EC3FORCHAMP

11 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ciekawe czy będziemy teraz mięli feud Aries vs Young

Anonimowy pisze...

Billy Corgan (wokalista Smashing Pumpkins i fan wrestlingu) podjął się współpracy z TNA. Czekam na jakieś wieści od Tupaka na czym to będzie polegać. Kiedyś dużo się mówiło o tym, ze Corgan i Jarrett wspólnie chcieli wykupić tNA od Dixie.

Anonimowy pisze...

będzie tworzył storyliny i wizerunki postaci, liczę na jakieś świeże i nietypowe story, jest to artysta więc coś ciekawego napewno będzie

Anonimowy pisze...

do jarreta dołączył eric bischoff podobno i będzie pracował w gfw, ogólnie robi się ciekawie, licże na walke tna vs gfw

Anonimowy pisze...

bischoff...ten który pogrzebał tna i prawie to samo uczynił z tna...krzyżyk na drogę jarrettowi...

Anonimowy pisze...

pogrzebał wcw*

Anonimowy pisze...

pogrzebał ? wcw prawie pogrzebało wwf, a nwo to najlepsze story jakie było, a że wcw upadło to już inna sprawa, w tna się nie sprawdził to prawda ale nie miał takiej władzy i środków jak w wcw

Anonimowy pisze...

problem w tym, że w tna tak naprawdę nikt się nie sprawdził w tym sensie, że przyczynił się do jakiegośą sukcesu tna, hogan, bischoff, russo, jarret, sting, hardy itd. ogólnie to tna się do tej pory nie sprawdziło, narazie jest na etapie jakby powstało, z tym że ma już zszargną opinię, gfw przynajmniej ma czyste konto narazie i kredyt zaufania, tna niestety już nie za bardzo

Jan Skrzynecki pisze...

Nie do końca ponieważ są w tv a GFW niestety jeszcze przez długi czas nie. Poza tym TNA ostatnio robi naprawdę niezłe tygodniówki. Hardy nie przyciągnął fanów??? Co do pozostałych sie zgodzę ale on cieszy się naprawdę dobrą opinią wśród fanów, co widać np po ich filmikach na yt

Anonimowy pisze...

"pogrzebał ? wcw prawie pogrzebało wwf, a nwo to najlepsze story jakie było, a że wcw upadło to już inna sprawa"

Powstało storyline stulecia, Bischoff zachwycony tym co wymyślił ciągnął to w nieskończoność (Wolfpack, LWO, NWO 2000) i w końcu fani mieli dość. Później kolejne decyzje tylko pogrążały tę federację (marny aktor z pasem, ciągłe vacaty pasów, kryzys dywizji cruiserów, beznadziejne gimmick matche i ppv, wspomnienie o Foleyu przez co masa ludzi przełączyła na RAW). Bischoff jest współodpowiedzialny za upadek WCW i współodpowiedzialny za problemy TNA których skutki odczuwają do dzisiaj.

KRT pisze...

hahaha nie ma to jak komentarze ekspertów... hahah

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.