17 maja 2015

Recenzja TNA Impact Wrestling 15/05/2015


Recenzja pochodzi od SMART FAN ZONE, którego jestem częścią. Zachęcam do zapoznania się z naszymi innymi materiałami sięgających od Meksyku aż po Japonie. SMART FAN ZONE LINK

Nadszedł czas na kolejny epizod Impact Wrestling rozpoczynający emisje świeżo nagranych tapingów. Czy z tej okazji zarząd federacji zaskoczy nas świeżością storylinów? Podejrzewam, że większość z nas by tego chciała, ale czy tak będzie? 

Segment w ringu



Ostatnio często mnie śmieszy w TNA to, że wszystko tutaj wychodzi tak naprawdę z niczego. Może to moje głupie przyzwyczajenia od rodziny McMahonów, ale zawsze mnie śmieszy to, że nikt tych walk nie zapowiada, często są ogłaszane na facebooku albo w spocie reklamowym, tak po prostu bez żadnego poparcia. Tak jest na przykład w przypadku tego Hardcore War. Brakuje mi spójności storylinowej, ale to może ja źle na to spoglądam. Segment odniósł się właśnie do tej walki, na celu miał zapoznanie nas z składem drużyny Kurt'a. Ogólnie boli mnie trochę fakt, że Kurt teraz zawsze musi robić za tego dobrego. Wszystkim słodzi dookoła tak jak w tym segu The Rising i Chrisowi, on musi być dobrym uczciwym mistrzem, a po drugiej stronie co? Pojawia się Eric Young, który od kilku tygodni powtarza to samo. Jemu należy się mistrzostwo, on jest pretendentem. Czyli ku rozpaczy wielu osób to nie koniec między nim, a olimpijczykiem i właśnie z tej okazji za tydzień ta dwójka zmierzy się ze sobą po raz kolejny w "I Quit Matchu". Stypulacja może jednak wskazywać na to, że wtedy na szczęście damy sobie spokój. Oczywiście z tego wszystkiego wyniknął brawl. BDC zza pleców zaatakowało zebraną w ringu drużynę Kurt'a i zaczęli nad nimi dominować do czasu aż BDC zwinęło się na widok Lashley'a. Długo nie widziany Bobby znów uderza do Impact Zone, dla mnie spoko, ale szczerze mówiąc jakoś bardzo nie tęskniłem bo nie widzę na ten moment dla niego żadnego ciekawszego feudu, pas Wagi Ciężkiej i Angle byli, a z BDC ile można się użerać. Dziś jednak przyjdzie mu to jeszcze zrobić bo stronie Teamu Angle. Na razie w tym segmencie pokazano cztery osoby drużyny Young'a i sześć osób drużyny Angle'a, trochę dziwnie chyba, że okroją skład The Rising w tej walce. Zobaczymy. Segment jak segment. 

Tag Team Match

The Dollhouse /w. Taryn Terrell vs. Brooke & Rebel



Nadszedł czas na tę ładniejszą część Impactu. Szpagat Rebel sprawił, że jestem w stanie uznać galę za najlepszą w tym roku. Tak na marginesie odnosząc się do sytuacji z obrazka, Rebel chyba zabiła sobie nogę skacząc szpagatem z narożnika, to wyglądało nie miło przyznam szczerze. No i mimo wdzięków niestety muszę powiedzieć, że obecność Rebel negatywnie wpłynęła na jakość walki. Ja osobiście nie kojarzę jej za dobrze, ale z tego co mówili komentatorzy to Rebel nie była w ringu od kilku miesięcy. I to widać bo wyglądała jak kompletny żółtodziób bo nic nie robiła w tej walce, nic jej nie dano robić konkretnego, ale czasu jej wiele poświęcono przez co jej nieudany skok z narożnika wpłynął na przegraną jej drużyny i przez większość czasu oglądaliśmy ją zbierającą baty od The Dollhouse. Zresztą widać było nawet brak doświadczenia u Rebel w momencie gdy wchodziła na narożnika. To łatwy sposób na rozpoznanie sytuacji. 

Singles Match

Tyrus /w. Ethan Carter III vs. Mr. Anderson




Przed smakiem walki był znów solidny speech Ethana Cartera, utrzymany w ostatnio wprowadzonym prezydenckim stylu. Może nie tak mocno jak ostatnio, ale znów pojawiły się małe nawiązania i ciężko nie przyznać po tej wypowiedzi Carterowi racji. Young przegrał tydzień temu, EC III wygrał więc Carter powinien być pretendentem, a nie Young i szczerze pisząc pewnie większość by tego chciała. Może wtedy w końcu jakiś feud o pas Wagi Ciężkiej w tym roku miał jakieś barwy. Anderson pojawił się i powiedział, że chce walczyć z Tyrusem i jeśli wygra to dostanie kolejną walkę z EC III. Ogólnie wyszło całkiem zabawnie gdy Anderson zaczął prowokować Tyrus'a nazywając go kilkukrotnie suczką Cartera. Tyrus nie pozostał na to obojętny i jednak doszło do walki. Ogólnie nigdy nie byłem fanem Tyrusa. Ni to Giant, ni to jakiś Powerhouse. Brak mu kompletnie wyglądu wrestlera, a i jego umiejętności mnie jakoś nie przekonują. Choć nie mogę powiedzieć, że walka wyszła zła bo taka nie byłą. Była dosyć standardowa i nie wniosła nic ciekawego. Może poza tym, że dojdzie do kolejnej walki między Andersonem, a EC III. Ciekawi mnie jednak czy będziemy mieli spięcie między Tyrusem, a EC III. Carter próbował interweniować w walce z krzesłem w momencie gdy Tyrus zdominował pojedynek no i wtedy Anderson miał czas by zebrać siły gdy trwało przedstawienie. 

BBQ Pitmasters Brawl

Magnus vs. Abyss



Czyż to ujęcie wyżej nie jest okropne? ^^ Ogólnie przed walką Magnus wyzwał do walki James'a, ale na jego słowa odpowiedział Abyss. I tu nastąpiło coś czego nie słyszałem od bardzo dawna, czyli Abyss posługujący się mikrofonem. Cholera. Ja mam dziurawą pamięć czy to rzeczywiście było cholernie dawno? Jeśli rzeczywiście to nie popisał się po powrocie. Ogólnie BBQ Pitmasters to... nowy program na Destination America związany z grilowaniem w związku z czym dla promocji jego debiutu ring był otoczony różnorakimi grillami i przedmiotami do grillowania i wszystko poszło w ruch gdy rozpoczęła się walka między Magnusem i Abyss'em. W sumie nigdy nie wiem co myśleć o takich sytuacjach. Na swój sposób było to rozrywkowe. Panowie okładali się tackami czy też pokrywami od grilli, a co było najgorsze dla oczu, dla serca to widok jak Magnus zaciska szczypce do grilla na.. "rejonach".. Abyssa. No, ale do czego zmierzam. Taka otoczka jakoś mi nie pasuje do feudu, który chce być poważny no, ale oglądało mi się to mimo to dosyć dobrze. Zawsze jakiś tam kawałek Hardcoru podczas gali, może nie wybitny, ale bardzo luźny patrząc na wykorzystane przedmioty. Zawsze to lepsze cross-promo niż te ostatnie co miało TNA z gośćmi co wykrywają duchy. Do ringu wpadło Revolution i Magnus sobie nie poradził. Bardziej brawl niż oficjalna walka.

Best of 5 Tag Team Series (0:0)

The Wolves vs. Dirty Heels



Teraz prawdopodobnie najbardziej wyczekiwany moment gali, czyli początek serii bitew o tytuły Tag Team! No i w stu procentach słusznie, że wyczekiwany. Zawsze byłem fanem Tag Team Matchy tylko był ten jeden problem gdy ta stypulacja w Main Streamie zaczęła być zabijana przez schematyczność i powtarzalność. Ta walka nie miała tego problemu. Świetny przebieg poprzedzony genialnym warsztatem technicznym całej czwórki sprawił, że ten pojedynek to must-see z tej gali. Pierwsze zwycięstwo wpada dla Wolves, a za tydzień kolejna walka z serii, licze, że równie dobra. Nie muszę nic więcej pisać. 

Segment w ringu




Panowie, kolejny must-see. W ringu pojawiło się Dollhouse i Taryn opowiadała o tym jak spędzała czas z córkami (przyszywanymi bodajże) Gail Kim. Oraz był to pokaz tego co Taryn ubierze na spotkanie z mężem Gail no i to jest ten fragment segmentu, który mogę uznać dla panów za must-see. Ta sytuacja jednak wprowadziła rywalizację między Taryn, a Gail na mocny, prywatny stopień. Tematy rodziny jak się okazuję to ostatnio dosyć powszechny motyw do storylinów stosowany w TNA, ale co poradzisz. Całę Dollhouse zebrało pod koniec segmentu dosyć solidne baty od sprowokowanej Gail Kim. Ogólnie jeszcze kilak tygodni temu nie wiedziałem jaki tak naprawdę ma gimmick Dollhouse, ale już jest to całkiem jasne. Dosyć śmieszna koncepcja na stajnie, ale trzeba przyznać, że na swój sposób się sprawdza. Szczerze pisząc to tak głośnej widowni na Impact dawno nie słyszałem jak podczas tego segmentu i to było jeszcze przed odkryciem stroju przez Taryn. Heel heat, gwizdy były naprawdę mocne, na tyle, że aż Taryn musiała męczyć się by przebić się głosem. Takie reakcje powinny być na każdym kroku, wpłynęło by to mega na odbiór gali no, ale niestety przy niektórych rzeczach jest to po prostu niemożliwe. 

Singles Match

Jessie Godderz vs. Robbie E



Przyznam szczerze, że tak długo była cisza na temat tego story, że już zdążyłem o nic zapomnieć. Dostaliśmy w przeciągu jakiś 6 minut trzy walki. Jak? Pojedynek skończył się po kilkunastu minutach na korzyść Robbiego. Jessie kazał zrestartować, powtórka z rozrywki i kolejny restart, każdy pod jakąś wymówką nie gotowości. Oczywiście ten ostatni również na korzyść Robbiego. Za każdym razem oczywiście był to jakiś roll up tudzież crucifix pin. To, że feud będzie dosyć komediowy to było do przewidzenia. Chociaż przyznać trzeba, że pod koniec trochę kreatywni odbiegli od tego i Jessie dosyć brutalnie zdewastował swojego byłego Tag Team partnera. Military Press Slam za ring i zderzenie głową z zawieszonym krzesłem na szyi z metalowym słupkiem od narożnika. Wydaje mi się, że może to wyeliminować na jakiś czas Robbiego. Czyżby Jessie mógł się wykazać w jakimś poważniejszym gimmicku? W sumie jest to na swój sposób ciekawe. Sytuacja taka sobie. Straszny zapychasz byle by było, że to istnieje. No bo motyw ciekawy z tymi wygranymi Robbiego w przeciągu dosłownie sekund, ale nie rozbawiło mnie to w ogóle. W pewnym momencie fani to fajnie podłapali licząc sekundy walki, ale to nie pomogło w moim odbiorze. 

Hardcore War

Team Young vs. Team Angle



Wszystko zostało rozwiązane. The Rising w Teamie Angle'a zostało pozbawione Drake'a, a BDC zostało zasilone przed Brama co jest bardzo dobrym wyborem i cieszę się widokiem tego zawodnika bo widać było ewidentnie, że po feudzie z Magnusem nic dla niego nie maja. A szkoda. Liczę, że to się zmieni. Pojedynek jest na tych samych zasadach co Lethal Lockdown tylko bez klatki. Zawsze lubiłem Lethal Lockdown więc i ten pojedynek przypadł mi do gustu pod względem stypulacji. Taki typowy brawl, gdzie jest chaos, ale ogląda się to dobrze gdyż jest po prostu agresywnie, a przedmioty są w ruchu. Tak też tutaj było. Tym bardziej, że nie był to brawl pełen zastojów, że panowie grzebali się po ringu tylko szła ofensywa za ofensywa i nawet udało się wprowadzić kilka fajnych spotów. Drew postarał się z całkiem dobrze wykonanym Somersoultem bez użycia rąk nad trzecią liną za ring. Nawet Kurt skoczył na grupkę przeciwników za ringiem chociaż było widać po nim, że wykonuje to strasznie nie pewnie. Trzeba panów jednak pochwalić bo mimo, że nie wyglądała ta akcja jakoś epicko, to wyglądała bezpiecznie i w taki sposób została wykonana. Patrząc na ogrom kontuzji Kurt'a ostrożności nigdy za wiele. Po tych lotach wyeliminowani zostali wszyscy prócz Chris'a Melendez'a oraz Eric'a Young'a. Melendez szybko poległ w tej konfrontacji i walkę wygrała drużyna Young'a, przez co obstawiam, że Kurt obroni tytuł za tydzień. Wy również? Po walce była dosyć ciekawa sytuacja. Na pewno innowacyjna i sam nie wiem czy trochę nie przesadzona. Sami fani buczeli podczas tego momentu, ale też było strasznie dużo ciszy i sam nie wiem czy może niezręcznej? Eric Young ściągnął protezę Melendeza. Po prostu ją wyrwał i zaczął z nią chodzić do ringu aż w końcu Kurt wszedł do ringu chcąc mu przemówić do rozsądku. Został jednak zdzielony tą.. protezą nogi. Dziwna sytuacja, dosyć nie potrzebna. Rozumiem, że heat na Young'a wzrasta i budowanie go na tego psychola, ale to było dla mnie zbędne. 

Podsumowanie


Tak samo jak tydzień temu gala mocno przeciętna. Oczywiście walka między Wolves, a Dirty Heels była świetna i jest niemalże pozycją obowiązkową jeśli chodzi o kartę tej gali. Reszta? Hardcore War też był dosyć solidny. Reszta w żaden sposób się nie wyróżniała. Żadnych ciekawych zwrotów w storylinach. Głównie pojedyncze speeche, nic nie wnoszące i walki, które nie stały na jakimś wygórowanym poziomie. Jedynie feud kobiet ruszył w tym momencie dosyć mocno, a i rzucić okiem na Taryn było miło. No, ale nie oszukujmy się, że to o wiele. O wiele za mało by nazwać tę galą bardzo dobrą, solidną. Była po prostu przeciętna. 

13 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ja widzę ewidentne zaostrzenie produktu, albo poprostu tak się jakoś w tym impakcie złożyło, bo pewne rzeczy już widzieliśmy niby wcześniej, ale w tym impakcie było tego sporo tzn., walki z przedmiotami, nazwy typu hardcore war, laski bieliźnie, 2 osobiste story dotyczące rodziny, mocne słownictwo, no i eric young na koniec, to naprawdę wręcz era attitude, ciekawe tylko na jak długo, bo wyglądało to trochę jak eksperyment czy ratingi wzrosną, jeżeli nie wzrosną to pewnie to porzucą

Karol Socała pisze...

Hmm nie patrzyłem na to w ten sposób. Całkiem ciekawe spostrzeżenie, ale nie porównywałbym tego w ten sposób.

Anonimowy pisze...

Wolves vs Dirty Heels świetną walką? Sympatia do nich chyba przemówiła za taką oceną. Walka solidna, ale to nawet nie jest połowa ich możliwości. Zaczęli spokojnie żeby na koniec urwać nam jaja jak to się zwykło mówić :D

Anonimowy pisze...

Między poziomem ery attitude,a tym z tego Impactu to jest jeszcze ogromna przepaść lecz trzeba przyznać,iż lekko zaostrzyli produkt(co i tak nie uchroniło tego produktu przed głupotą-patrz kompletnie nielogiczne rozpisanie sytuacji między Bromans) Zdecydowanie to co brakuje w tym impact to obecność krwi+danie zawodnikom więcej swobody w promach-to wszystko było bardzo szablonowe i same użycie mocniejszych słów nie wystarczy(pomijając proma Andersona).Poziom walk też mógłby być trochę lepszy.Ale tak jak już pisałem to jest niebo,a ziemia w porównaniu do paru poprzednich bez emocjonalnych tygodniówek.Tutaj wreszcie było czuć emocje-nawet w segmencie KO co nie zdarza się często.Wreszcie zrobili mały krok na przód zamiast cofać się do tyłu jak to było od kilku tygodni.

Anonimowy pisze...

Dlaczego sytuacja z bromans była nielogicznie rozpisana? Robbie wszystkie podejścia wygrał sprytem, Jessie wybrał siłowe rozwiązanie i został ośmieszony. Musieli jakoś doprowadzić do ostatecznego rozpadu i podziału ról (Jessie - heel, Robbie - face). Dla mnie dobrze to wymyślili.

Anonimowy pisze...

@UP
Po bodajże 3 krotnym pinie powinien stawić opór,aby umocnić pozycję po tej wygranej Jessiemu i potem zostać ''zniszczonym''.A tak to wyglądało jakby bardzo topowy monster heel zbeształ zwykłego jobbera.Dodatkowo Godderz nie zasługiwał po przegranej na wykończenie rywala w taki sposób-ma zdecydowanie za niską pozycję i zbyt ''płytki'' gimmick na tak mocne ''umocnienie go''.Zwykła głupota ''kreatywnych''.

Anonimowy pisze...

powinno się skończyć na pierwszym przypięciu ewentualnie na drugim, bo tak to wyszedł na debila chyba że o to im chodziło

Anonimowy pisze...

Ja Wam powiem że Jessie mógłby być nawet heelem i to potężnym bo sylwetkę ma znakomitą do tego. Szkoda tylko, że jest przy okazji dosyć drewniany ale może gdyby trafił pod dobre skrzydła zrobiłby karierę i kto wie, możę nawet sięgnąć po główny pas.
Pytanie jak to będzie dalej się rozwijało, pójdą dalej czy po prostu któregoś z nich zwolnią za jakiś czas.

Anonimowy pisze...

jessie z pasem...wtf?! przecież to drewno, fatalny mówca, fatalny w ringu, zero charyzmy. robbie go wciąga nosem i on przetrwa w karierze singlowej bo jest dobrym wrestlerem, a jessie przeciwnie i nie widzę w nim żadnych perspektyw

Anonimowy pisze...

Właśnie z Godderzem problem nie leży w jego umiejętnościach ringowych,bo te stale po trochu rozwija.Główny dylemat to jego umiejętności aktorskie-nie przypadkiem to Robbie częściej łapał za mikrofon w tym duecie.Dodatkowo Jessie ma koszmarną mimikę twarzy.Z 2 złego wolę Robbiego,który może jak na swoje warunki nie jest bardzo dobry w ringu,ale przynajmniej nie bolą mnie uszy jak go słucham.

Anonimowy pisze...

Przesadzacie z tym jaki to Robbie jest słaby w ringu. Wiadomo, że Aries to to nie jest, ale od Jessiego jest o wiele lepszy, a i sklecić ze dwa zdania potrafi, no a Jessi to taki Khoya tylko, że zna angielski.

Anonimowy pisze...

Popieram kolegę wyżej. Robbie jest solidnym workerem i to zdecydowanie bardziej wartościowy zawodnik od Jessiego. Jeżeli mam się zastanawiać kto straci na rozpadzie to bez chwili zastanowienia odpowiadam: Godderz.

Anonimowy pisze...

@UP
Nikt nie napisał ,że to Robbie E jest słaby w ringu.To,że napisałem,że nie jest dobry nie świadczy też o jego słabych umiejętnościach.Po prostu jak na jego predyspozycje on jest bardzo przeciętny ringowo.

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.