9 lutego 2013

Lance do boju, szable w dłoń: McMahona goń, goń, goń

Zapraszam do przeczytania mojego skromnego felietonu na temat potencjalnej walki pomiędzy TNA i WWE
 

A więc można powiedzieć że pomału zaczyna nam się nowa era w światowym pro wrestlingu. TNA Wrestling czyli prywatna federacja rodziny Carterów zaczyna ofensywę. TNA ma już ponad 10 lat, więc nie jest już taką młodą federacją, dlaczego dopiero teraz? No to bardzo dobre pytanie, przecież TNA iMPACT! istnieje od 2004 roku, federacja cały czas w swoim rosterze miała i ma największe gwiazdy pro wrestlingu, więc dlaczego dopiero teraz postanawia iść na całość?

Od samego początku TNA miało wielkie ambicje, przecież ta federacja miała zając miejsce WCW, jednak rzeczywistość okazałą się dużo bardziej brutalna. Gdy Vince McMahon wykupił WCW, a zarazem zapewnił sobie monopol na rynku, popularność pro wrestlingu systematycznie powoli spadała, na dodatek wtedy nikt nie brał na poważnie takiej federacji jak Total Non-Stop Action. WWE stało się potężnym hegemonem, jak takie coś jak TNA mogło im zaszkodzić, skoro nawet ociekające złotem WCW tego zrobić nie zdołało? Więc w krótkim okresie wszystko się stało jasne. Przed TNA bardzo daleka droga. Postanowili w miarę swoich możliwości budować swoją markę i robić chociażby trochę lepszy produkt niż WWE.

Pierwszym bardzo poważnym znakiem obecności TNA na rynku było podpisanie w 2006 roku kontraktu z ówczesną gwiazdą WWE, Kurtem Angle. To nie był kolejny transfer wrestlera u schyłku kariery, który na stare lata chce sobie dorobić. Kurt Angle był wtedy jedną z najważniejszych postaci w WWE, a jego transfer do TNA był naprawdę zaskoczeniem. Wydawać by się mogło, że no teraz to się już zacznie, ale poza jakimś niewielkim wzrostem ratingów i ogólnym zamieszaniem, nic specjalnego się nie wydarzyło. Po raz kolejny TNA przekonało się że WWE to wyjątkowo twardy rywal.

Największym przełomem w historii TNA był oczywiście rok 2010, kiedy TNA postanowiło zadać bardzo poważny cios WWE i rzeczywiście go zadało. W TNA pojawili się Hulk Hogan, Jeff Hardy, Eric Bischoff czy Ric Flair. To są postaci które z pewnością wzbudziły niepokój wśród władz WWE.  Ponownie plany były bardzo ambitne, TNA poczuło się tak mocna że nawet postanowili stanąć do otwartej walki w poniedziałkowe wieczory, co swoją drogą skończyło się nie rewelacyjnie. Zapewne niektórzy sobie pomyśleli że jeśli nie teraz to już nigdy. Na szczęście władze TNA nie zniechęciły się tak szybko, próbowali dalej.

W końcu przyszedł rok 2013 i szereg poważnych zmian, zaczęło się od rewolucji w systemie PPV. TNA postanowiło skończyć z tradycyjnym systemem comiesięcznych gal PPV, na rzecz organizacji „Big Eventów”. Zamiast robić nie najlepszej jakości comiesięczne gale, postanowiono wszystkie siły skoncentrować na „wielkiej czwórce” czyli: Genesis, Lockdown, Slammiversary i Bound For Glory. To jest dosyć ryzykowny ruch ale bardzo interesujący. Nie jest tajemnicą że comiesięczne gale PPV w TNA nie były dochodowe i federacja musiała dopłacać do tego interesu, więc samo zlikwidowanie 8 z nich daje bardzo duże oszczędności, a jeśli te 4 najważniejsze okażą się sukcesem i dadzą zarobić to będzie dla TNA czysty zysk. Historia pokazuje że jest potencjał w PPV TNA jeśli tylko są dobrze wypromowane i zapowiadają dobre show.

Dodatkowo TNA postanowiło stworzyć gale spod szyldu One Night Only, mają być to gale tematyczne, robione bardzo niskim kosztem. Jednak ja osobiście nie zostawiał bym tego pomysłu tak na marginesie. Od zawsze wśród fanów było niezadowolenie począwszy od braku X Dywizji na braku hardcoru kończąc. Gale One Night Only to nic innego jak ukłon w kierunku tych właśnie fanów. Co prawda te gale nie będą miały prawie żadnego związku z bieżącymi wydarzeniami, ale za to będziemy mieli najlepsze gwiazdy X Dywizji nie tylko z TNA, najlepszych hardcorowców, wrestlerów z całego świata, czy też legendarne gwiazdy TNA z początków federacji. No któż by żałował te kilkanaście dolarów żeby nie obejrzeć takich atrakcji. Więc według mnie pomysł jest bardzo dobry i daje szanse na dodatkowe zyski.

Jednak to wszystko tak naprawdę stanowi wstęp do najważniejszego czyli „IMPACT on the Road”. To jest inicjatywa z którą TNA już kilkukrotnie się przymierzało, jednak cały czas barierą nie do przejścia były duże koszty przedsięwzięcia. Teraz gdy poczyniono kroki w kierunku dużych oszczędności pojawiła się okazja aby te oszczędności zainwestować w ruszenie z IMPACTem  w trasę. Podejrzewam że TNA sporo czasu spędziło nad liczeniem tych wszystkich cyferek, prognozowaniem jak im się to opłaci, czy wystarczy pieniędzy, a jeśli nie wystarczy to co wtedy? Z pewnością TNA potrzebuje teraz dużo szczęścia, jeśli 4 wielkie PPV okażą się porażką, jeśli gale One Wight Only okażą się porażką, to i sam IMPACT okaże się porażką. Wszystko ze sobą jest ściśle powiązane, TNA musi odnosić sukcesy na wszystkich frontach żeby ciągnąć ten wózek dalej.

Jednak to wszystko niekoniecznie musi się wydawać takie kolorowe i błyszczące. Dochodzą do nas głosy że WWE chce dołożyć do tego projektu swoje trzy grosze. Nie widać w tym nic dziwnego, naturalnym jest to że Vince McMahon boi się konkurencji, a jak wiadomo zagrożenie najlepiej zniszczyć w zarodku. Gdyby TNA weszło na falę wznoszącą, to powstrzymanie tego trendu było by niezmiernie trudne. Zdecydowanie łatwiej jest ruszyć z miejsca niż najpierw zatrzymać tendencję spadkową, a później zacząć zyskiwać.

Czy TNA ma szansę zagrozić pozycji WWE? Nie wiem i pewnie nikt tego nie wie, tego się nie da przewidzieć. Na pewno będzie to bardzo trudne ale na pewno też wykonalne. Dużo w tym wszystkim będzie zależeć od zwykłego szczęścia, komu los będzie bardziej przyjazny ten ma większe szanse na sukces.
Jednak najważniejsze w tym wszystkim jest to że fani TNA jaki i zarówno fani WWE mogą tylko na tym skorzystać.

1 komentarze:

Tupak pisze...

Świetny felieton.
TNA od samego początku miało wielkie ambicje, wkońcu to oni mieli być drugim WCW. Jak się okazało było to bardzo trudne i nadal jest. Nie wiem czy TNA ma realne szanse zagrożenia WWE. TNA ma naprawde świetnych zawodników, wiele gwiazd znanych z WCW i WWE, a i tak to nic nie pomogło. Nawet to, że w swoich szeregach mają Kurta Angle, Team 3D, Stinga, Hogana, Jarretta itd. Jednak wszystko zależy od tego roku, bo plany mają naprawde wielkie i mam wielką nadzieję, że im się powiedzie. Jeśli TNA będzie w stanie realnie zagroźić WWE to i WWE zacznie robić lepszy produkt co nam fanom wrestlingu wyjdzie tylko na dobre.

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.