10 kwietnia 2014

The Worst of TNA #1



    Jak byśmy bardzo tego nie chcieli, TNA nie raz pokazało, że nie zawsze potrafi radzić sobie z pewnymi sprawami, fatalne pojedynki, liczne botche, kompromitujące feudy, lecz raz na jakiś czas pojawiają się istne bomby, broń masowego rażenia, która skutecznie potrafi zrazić nie jednego fana. wpisy tego typu nie będą raczej dotyczyły samych pojedynków, ale całych segmentów, prom czy nawet feudów. Zacznijmy zatem tą wspaniałą i upokarzającą przygodę
   
           
    Są pewne osoby, które widzimy jako tych złych kolesi wsadzanie ich tam gdzie nie pasują, doprowadza do pewnych komplikacji, a wszystko zaczyna się robić sztuczne, mdłe a czasami po prostu chcemy walnąć głową w ścianę, aby tylko pozbyć się nieprzyjemnych obrazów z pamięci. Ktoś jednak poszedł o krok za daleko i doprowadził do klęski na niesłychaną skalę. Abyss stał się Baby Facem na początku 2010 (O ile jego feudy z James Mitchelem można podpiąć pod Face, to tutaj była całkowicie inna bajka)

   2009 dla Abyssa z mojego punktu widzenia był czymś naprawdę wspaniałym, po raz pierwszy od dłuższego czasu pokazał, iż nie potrzebuje Jamesa Mitchella by rozwinąć swoją postać, jego feud z Mattem Morganem, był pełen akcji i krwi, natomiast jego "Wiadomość do Matta Morgana" TUTAJ - To istna perełka. Niestety pojawił się Hulk Hogan, który wpadł na "genialny" pomysł przygarnięcia Abyssa pod swoje skrzydła, tworząc byt o którym wcześniej wspomniałem. Wszystko nabrało tępa po "promie", "dramacie" czy jakkolwiek inaczej tego nie nazwać, sceną off-ring z udziałem tych dwóch właśnie panów do obejrzenia TUTAJ. Ten segment z początku, posiadał napięcie rodem z niskobudżetowego gejowskiego filmu porno. Zaplątany w swoich własnych myślach Abyss z mentalnością upośledzonej nastolatki, został postawiony do pionu przez Hulka Hogana, grającego Macho ojca. Hulk poszedł jednak o krok dalej i by dodać otuchy, oddał swój pierścień Hall of Famera, dając swojemu nowemu"synowi" nową nadzieję. Gra aktorska w tym segmencie była na żenująco niskim poziomie, ale ocenę pozostawię już wam samym.

  W tym samym czasie Abyss prowadził feud z AJ stylesem i Ric Flairem, o ile Nature boy jako Heel jest czymś znanym, to AJ był raczej trudny do przełknięcia. Porównałbym to do Ortona jako Baby Face, niby może być, ale to nie do końca to samo. Na całe szczęście to nie był większy problem. Wracając zatem do feudu pomiędzy panami, Hulk Hogan jako tatko musiał pomóc obronić swojego podopiecznego, przed złymi i brzydkimi kolesiami, to również zostało udokumentowane TUTAJ, dlaczego bookerzy pozwolili Hulkowi wejść do ringu, tego się nie dowiem, bo w jego wieku każda próba wykonania uderzenia, jest podobna do konań staruszka, powoduje u nas przykrość i bardzo chcemy pomóc, ale nie do końca wiemy jak. Siła tych uderzeń co prawda przegoniła by nie jedną muchę, ale do bójki, która z założenia miała być brutalna, raczej się nie nadaje.

  W ten sposób mijały dni i tygodnie, jeden starzec (przy okazji posadzili Ric Flaira w wózku inwalidzkim, co było tak samo autentyczne, jak Gniew Dixie Carter) walczył z drugim. Stary, gruby i zmęczony Abyss, walczył z AJ stylesem, który jako jedyny próbował podtrzymać jakikolwiek poziom tego feudu.

  Abyss wychodzący z dziury podczas lockdown 2014, to było jedno z najidiotyczniejszych zakończeń. Nic jednak nie pobije tego, co stało się podczas Destination X 2010. W Pojedynku zmierzyli się AJ Styles i Abyss i mimo "brutalności" całego feudu i faktu, że w ringu będzie znajdował się Abyss, postanowiono następująco - Walka odbędzie się na normalnych zasadach. To tak jak oglądać Adbullaha Rzeźnika i nie widzieć krwi. Cała walka nie była na szczęście najgorsze, nie wliczając kilku botchy użycia krzesła na oczach sędziego no i werdykcie, iż rzucenie przeciwnika w matę i stworzenie tym samym dziury, wygrywa walkę. Zatem o co ta cała gadka? Jeżeli walka była przynajmniej zjadliwa (jak większość pojedynków w 2010), to nie ma o co się kłócić. Niestety! Mamy Tutaj ten sam syndrom co na Lockdown 2014, zakończenie zamiast szokować, doprowadziło do zażenowania i wszystko przeobraziło się w tępą komedię rodem z lat 80. Ludzie psikający sobie po oczach, głupkowate wpadanie do dziury w ringu, przez chwilę miałem uczucie, iż przez przypadek przełączyłem się na Flipa i Flapa. Co ja będę opisywał, sprawdźcie to sami tutaj TUTAJ.

  Potem Dołączył do wszystkiego Sting, który zaatakował Hogana, stając się tym samym kolejną ofiarą "Face twistu" (zamiana ról ze złego na dobrego i tak dalej), do tych dobrych dołączył również Jeff Hardy i tak to wszystko wszystko się toczyło i toczyło, do czasu gdy Abyss się zdenerwował i dosłownie kazał Hulkowi zjeść swój własny pierścień Hall of Famera (tak ten co dostał na początku). Nie uważacie tego za piękne zakończenie?

Jeżeli zobaczycie błędy to dajcie znać,  nie lubię pisać na klawiaturze i wyskakują błędy :)

9 komentarze:

Jimmy pisze...

Postać Abyssa zniszczona, teraz jest zwykłą pipką. Nie wiadomo po co mu dali tę maskę..
Inną osobą w pewnym sensie marnowaną jest Eric Young. Gość ma umiejętności, umie proma tworzyć a gra idiotę z brodą, pchają go w kompletnie głupie segmenty/walki.
Myślę że ten cykl Worst w TNA można DŁUGO prowadzić, bo niestety - w TNA pełno jest złych decyzji.. :)

Łukasz Śledziewski pisze...

No niestety. Abyss to teraz taki Cripple H. Ciężko się porusza, co chwilę zmienia swoją postać (przy okazji zapomniałem dodać, iż pod koniec tego feudu, Abyss przemienił się w "Anarchy Abyss" i zmienił swój Gimmick (3 razy w przeciągu roku). Eric Young to samo, bez brody wyglądał zawsze najlepiej. Teraz zrobił się z niego Daniel Bryan Wannabe.

Sołtys pisze...

TNA oglądam od 2012 roku więc nie wiem jaki dokładnie był wcześniej Abyss, jednak oglądałem jego walki i segmenty z nim z tamtego okresu i nawet po tym widzę ogromną różnicę, która wcale mi się nie podoba.

Jeszcze co do EY i tego co napisał Jimmy. Zgadzam się z tobą w tej kwestii,bo moim zdaniem gdyby Eric miał jakiś normalny gimmick, a nie taki komediowy jak teraz, to mógłby on być jedną z większych gwiazd w TNA. W ringu jest on bardzo dobry, za mikrofonem też potrafi się zaprezentować, nie tylko jako postać komediowa, co mogliśmy zobaczyć w jego niedawnym segmencie z MVP. Tylko teraz jest już chyba za późno, bo kto by kupił teraz EY jako "normalnego" zawodnika.

PS. Łukasz, jakbyś mógł zwinąć trochę te posty, tzn. dać "czytaj więcej" żeby nie zajmowały całej strony głównej, to byłoby fajnie :D

Łukasz Śledziewski pisze...

Nie wiem jak się zwija :(

Łukasz Śledziewski pisze...

Okej, nauczyłem się.

Shimo pisze...

Cóż, błędy popełniane przez federacje to norma. WWE popełniło kolosalny błąd podczas Invasion ( WCW&ECW vs WWF) bo zmarnowało wtedy potencjał takich osób jak DDP czy Booker T ( gdyby nie zawiść Vince'a by pokazać jak jego federacja jest lepsza możliwe, że już wtedy nie tylko taki Goldberg, ale i nawet Sting by przeszedł), zrobienie z ECW coś jak Superstars ( gdzie zapychają tych, co nie chcą dawać na normalne gale) czy nawet ostatnie zwycięstwo Brocka ( rozumiem, że Undertaker mógł dostać kontuzji, ale przynajmniej mogli zrobić remis. Sorry, ale jeśli ktoś miał pokonać Deadmana to niechby to był Sting, a z WWE już Cena).

Acz jednak TNA w błędach przeważa, by nie powiedzieć wręcz dominuje. Abyss jest jednym z najlepszych przykładów, bo o ile ten segment jaki podałeś jest nawet śmieszny ( żenujący, ale śmieszny) to przedostatnie wyczyny Monstera jako Josepha Parka to żal. Sorry, ale z największej bestii federacji, kogoś kto latał z pinezkami i bejzbolem z gwoździami, zrobiono grubego faceta w okularach? Dobra, mogło to trwać miesiąc, ale nie prawie rok. Zabawne, że nawet pod tym względem WWE wygrało co pokazało na przykładzie Kane'a w garniturze. Ten powrót Abyssa nie jest taki zły, na pewno w porównaniu co było wcześniej.

Eric Young... dobra, też zmarnowany, zbyt późno dano mu pas, mogę to zrozumieć gdyby np. kończył karierę i chciano go w ten sposób wynagrodzić. Bo jednak przez ostatnie kilka lat robiono z niego wesołka i idiotę, w ten sposób to nieco uwłacza pasowi mistrza wagi ciężkiej ( tylu innych: Samoa Joe, Bully Ray, Gunner, nawet Ethan Carter). Eric pas utrzyma raczej do Slammiversary, co jednak tak sobie widzę.

Inny przykład zmarnowanych zawodników to Bad Influence, czyli Daniels & Kazarian. Obecnie najlepszy tag team, zarówno pod względem umiejętności, jak i gadaniny ( EGO hall of fame, poszukiwanie Abyssa na Halloween), jak i mym zdaniem jeden z najlepszych w historii w ogóle. I przez ostatni rok nie robiący nic innego niż jobbowanie. Ani pasu Tag Team, ani X division, nie mówiąc zupełnie już o WHC.

Z nowych? Samuel Shaw ( kompletnie nie przekonuje jako psychopata, feud z Andersonem uważam robiony na siłę). EC3 też nieco zwalili, co teraz starają się naprawiać ( mym zdaniem tu akurat z dobrym skutkiem). Pokazywanie że przez pół roku sam nie może z nikim wygrać, to na siłę ten "siostrzeniec Dixie"...

W skrócie: TNA ma niebywałą zdolność do psucia fajnych wrestlerów. I mając mniejszy roster niż główny konkurent te błędy są bardziej widoczne, nie mówiąc już że są o wiele większe. Nie wiem kto im wymyśla historię, ale zdecydowanie powinni zmienić osoby.

Łukasz Śledziewski pisze...

Dzięki wielkie za komentarz.Jeżeli chodzi o obecne błędy WWE i TNA, to mam wrażenie, iż w federacji Vince'a, mają one bardziej charakter - Pojawiła się zła osoba w złym miejscu i ewentualnie wyniki walk. W TNA wydaje się to być bardziej złożone, gdyż nawet większość postaci jest sztuczna, nawet Bully Ray, który w każdym wywiadzie mówi, jakoby to rzekomo zawsze był sobą, wydaje się w ostatnich miesiącach, być bardziej sztuczny, niż zwykle.

Trafna uwaga co do rosteru, wrestling to rozrywka i jeżeli co tydzień dostajemy to samo, to szybko zaczynamy się nudzić. Obecnie tylko dwie rzeczy są dobre w TNA - Japończycy i Tigre Uno oraz wspaniały feud pomiędzy Gunnerem i James Stormem (ewentualnie można dostać Spuda, który spisuje się znakomicie)

Shimo pisze...

Tak, obecnie WWE popełnia mniej błędów niż jeszcze nawet 2 lata temu ( zabawna sprawa: jak WWE idzie źle to TNA jeszcze gorzej, jak WWE podnosi poprzeczkę to TNA się polepsza). W zasadzie WWE nieco powróciło do starego klimatu ( sprzed PG era) motywem z CM Punkiem, udanymi Shields i Wyattami, a także wygraną Ortona z Ceną o unifikowany pas ( coś co byłoby niemożliwe w 2009-2012). TNA też idzie nieco lepiej. Co prawda motyw Dixie i MVP tak sobie mi podszedł, ale nowe twarze ( np. Wilki, Tigre Uno, te kontakty z NJWP), Spud i EC3 bawiących się w BI ( te poszukiwania Willowa zajefajne) czy rozsądniejsze histori; odżywające X division ( główna siła federacji).

Obecnie najlepszy feud to właśnie Storm i Gunner ( zabawne, patrząc się jak się zaczynał nie powiedziałbym że tak będzie) oraz EC3 i Hardy. Najgorszy ( mym zdaniem rzecz jasna) to Anderson vs Shaw i Bully vs Rhode ( Ray na face'a nie pasuje. To taki... Goldberg, co nawet jak był niby dobry to przychodził, rozwalał i szedł dalej).

Największy plus organizacji to kontakt z NJPW i X Division. Pięta achillesowa to tag team, co widać po Bromans jako mistrzach i wilkach jako... jedynym zespole poza nimi? Sorry, ale nie znam obecnie innej drużyny. Na gwałt przydałyby się jakieś drużyny i są nawet kandydaci! Magnus po stracie pasa mógłby na dłużej połączyć siły z Abyssem i stać się czymś pokroju Bryan&Kane, który to zespół walczyłby z wilkami o pas jako ci "źli". Kolejny potencjalny zespół ( jeśli BI nie wrócą szybko) to EC3 i Spud, zwłaszcza że Carter ma chyba walizkę. Nawet nie musieli by być źli, ale jako neutralni.

A już kompletna porażka to historie nowych zawodników. Tak, TNA ma wprawę w marnowaniu potencjału starych ( Young, Abyss itd), ale zje...ne historie nowych to już mistrzostwo. Porąbane wejście EC3 ( to jego story na miesiąc, nie na pół), Shaw ( na psychola nie pasuje), Lady Tapa ( zamiast zrobić z niej ochroniarza można było ją połączyć z tą Alpha Female jako "Sisters of Destruction"), jedynie wilki miały sensowne. Jak i żegnanie legend. Dobra, odejście AJ można zrozumieć, bo czort wie czy nie wróci, ale takie pożegnanie Stinga? Gdzie sami musieli wiedzieć, że to może być jego ostatnia walka?

Tupak pisze...

TNA nie ma kontraktu z NJPW tylko z Wrestle-1 :)
Ta akcja z Abyssem faktycznie była słaba, ale cóż zrobić skoro Hulkster lubi dużych chłopców. :D

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.