5 kwietnia 2015

Recenzja TNA Impact Wrestling 4/3/15


Recenzja pochodzi od SMART FAN ZONE, którego jestem częścią. Zachęcam do zapoznania się z naszymi innymi materiałami sięgających od Meksyku aż po Japonie. SMART FAN ZONE LINK

Przed nami recenzja kolejnego epizodu Impact Wrestling! Show od czasu przeniesienia się na Destination America jest w naprawdę dobrej formie, a od kilku tygodni płynie dobrą passą. Po zeszłotygodniowej gali, gdzie został położony nacisk na segmenty i storyliny znów dostajemy galę mocno obstawioną ringową. W pewnym stopniu te walki to powtórki sprzed dwóch tygodni i sam nie wiem czy to nie za wcześnie na powtórkę z rozrywkiv jednak mam dobre przeczucia! Zapoznajmy się z "Bell to Bell!"


Segment poprzedzający walkę, zanim jednak panowie przechodzą do walki rozpoczynają krótkim segmentem przy mikrofonach. Szybkie proma na podbudowanie atmosfery przed walka i można przyznać, że wyszło to im dosyć sprawnie. Starcie jest określane jako ostatnie tego feudu więc panowie tylko i wyłącznie przegadywali się, który sprawi, że drugi odklepie. Dlatego, że Young określił tydzień temu, że póki oddycha Bobby nie zbliży się do tytułu Wagi Ciężkiej, dziś Roode skupi się na tym by to się skończyło na zawsze! W pewnym stopniu można te walkę nazwać starciem o miano pretendenta gdyż oboje deklarowali tydzień temu swoje chęci do walki z Kurt’em.  

Submission Match
Bobby Roode vs. Eric Young


Po ostatnim promie Roode'a, ten wbiega do ringu i od razu rozpoczyna sie brawl w sześciokątnym ringu! Walka tak o to wraz z rozpoczęciem brawlu od razu była dobrze prowadzona na zmianę z ringu, poza niego.  Pierwsza część walki byłą bardziej po stronie Bobby’ego, który miał większą przewagę w brawlu głównie poza ringiem. Doszło do zapięcia Crossface przez Roode’a na samym środku rampy w momencie gdy EY chciał wycofać się na backstage wtedy jednak sędzia kazał im przenieść akcję do ringu bo tylko tam liczą się dźwignie. Powrót do ringu nie okazał się dla Roode’a zbyt szczęśliwy bo w momencie gdy w narożniku przeskoczył Eric’a biegnącego w jego stronę, źle wylądował i nabawił się kontuzji nogi. W końcu EY dostał więcej szans na prowadzenie walki w ringu gdyż większość swoich akcji właśnie skupiał na kontuzjowanej nodze rywala. Ta sekwencja walki głównie była prowadzona poza ringiem na zmianę z krótkimi powrotami do ringu gdzie Bobby odzyskiwał inicjatywę. Akcje Young’a poza pierścieniem to były takie jak okładanie nogi Bobby’ego o metalowy słupek czy też kilka minut później ciskanie jego osłoniętym kolanem o metalowe schodki. W ringu Roode bronił się i pierw dał radę z zapięciem Crossface oraz Boston Crabu po wcześniej jednej nie udanej próbie, do niczego jednak to nie doprowadziło. W ostatniej sekwencji walki Eric zbliżył się do zwycięstwa zapinając Figure 4 Leglock, który został obrócony na jego niekorzyść gdy Bobby położył się na brzuchu. W momencie gdy uchwyt zostaje przerwany Eric zostaje odepchnięty prosto w sędziego, który bezwładnie pada na matę trzymając się za brzuchu. Roode przeszedł do Crossface, który dokonał swego i doprowadził Erica do odklepania.. czego oczywiście nie widział arbiter. Gdy Roode starał się dobudzić arbitra znów został powalony na deski i tym razem już na oczach sędziego doszło do kolejnego odklepania w tej walce – tym razem Bobby’ego. Walka okazała się solidnym rozpoczęciem show. Przebieg pojedynku dobrze przeprowadzony oraz dobrze rozłożony pomiędzy obu zawodników. Widać zrozumienie jakie jest między tymi zawodnikami mimo, że moim zdaniem oboje czasem sprzedają akcję w ciut sztuczny sposób. Ale może mi się wydaje. Walka jak najbardziej nadaje się na zakończenie tego feudu, była dobra, ale wydaje mi się, że to nie jest jej koniec i Bobby po raz kolejny oszukany przez system pewnie będzie chciał rewanżu.


Segment w ringu, do strefy Impact wkraczają mistrzowie Tag Team - The Wolves, w tym połówka drużyny, którą tworzy Eddie Edwards zmierza do ringu o kulach. Pierw widzimy video z momentu, gdzie Eddie odniósł kontuzję podczas ostatniego Ultimate X Matchu. Podczas jednego z upadków doszło do złamania w stopie Edwardsa. Eddie ogłasza, że przez najbliższy tydzień nie będzie mógł walczyć więc The Wolves nie będą mogli bronić swoich tytułów. Richards zapytany przez Borasha na temat nowego Tag Team Partnera odpowiedział, że z Eddim tworzą rodzinę i postanowił, że nię będzie nowego Tag Team partnera, lecz oddadzą tytułu na Vacant i wrócą po nie gdy Eddie będzie już w pełni sprawny do walki. Richards jednak prędko przepędził wszelki smutek i rozgrzał widownię mówiąc, że gdy powrócą zapulują na posiadaczy ich pasów kończąc słowami - "This hunt never dies!" Przykra wiadomość, ale dobrze porpowadzona przez Davey'a. Jest na co czekać.

Wywiad, Christy pyta Lashley'a o jego rewanż z Kurt'em. Ten odpowiedział, że nie ubolewa nad porażką i szybko podniósl się na nogi ciężkim treningiem. Dziś po prostu odzyska to co należy do niego.

Segment poprzedzający walke, Angelina powiedziała, że wygląda tak dobrze ponieważ została tym obdarzona, poza tym jednak jest bardzo dobrą zapaśniczką i by Gail nie zapominała o tym oraz o tym, że jest sześciokrotną mistrzynią KO, a Kim nie. Mimo to jednak cały czas mówi się o tym co robi Kim więc teraz gdy Angelina pozbyła się balastu może udowodnić,że nie jest gorsza, lecz po prostu nawet lepsza od niej. Walka zapowiada się dosyć mocno. W końcu jest to starcie dwóch weteranek TNA, a może nawet dwóch najlepszych mistrzyń w historii Impact Wrestling.

Knockout's Match
Angelina Love vs. Gail Kim


Muszę jednak przyznać, że mimo dobrego solidnego składu walka średnio mnie zainteresowała i oglądałem ją z lekkim brakiem uwagi chociaż niektóre ujęcia kamer okazały się okej.. no, ale same ujęcia nie tworzą walki. Walka była głównie prowadzona przez Angeline, która miała więcej akcji od swojej przeciwniczki. Od samego początku Love dosyć mocno dewastowała oponentke głównie poza pierścieniem gdzie ta dopiero odzyskała inicjatywę po wykonaniu Russian Leg Sweepu na apron. W walce pojawiła się jedna dosyć dziwna akcja. Kim chciała wykonać Hurricanrane z lin trzymając Angeline za rękę. No i nie wiem w sumie co to miałobyć. Gail skoczyła na barki przeciwniczki i po prostu upadła na matę, a Angelina bok niej. Sam w sumie nie wiedziałem czy był to nie udany Powerbomb czy po prostu Angelina ją tak zrzuciła, odepchnęła od siebie. Poza tym było jednak okej. W końcówce walki Gail zainkasowała Botox Injecton, które prawie doprowadziło Angeline do zwycięstwa jednak ta położyła nogę na linie. Przy kolejnej próbie Kim skontrowała i wykonała Eat Defeat, co doprowadziło ją do zwycięstwa.  

Semgnet, na gali pojawił się segment w terenie, w lesie gdzie jest siedziba Revolution. Segment w sumie mało interesujacy gdyż służył do promocji nowego programu Destination America - Ghost Asylum. Nie wiem co to za program, ale jego ekipa pojawiła się w tym segmencie i dostali zlecenie by zbadać siedzibe Storma. Z tego co widzę to program będzie się opierał na.. szukaniu duchów? W sumie takie motywy są dla mnie zbędne na Impact, a jak zostało zapowiedziane panowie pojawią się po raz kolejny za tydzień gdy ogłoszą czego się doszukali w domu Storma. Mało mnie to interesuje.

Falls Count Anywhere Match
Magnus vs. Bram


Kolejna konfrontacja jeśli chodzi o prawdopodobnie mój ulubiony feud aktualnie i również prawdopodobnie ostatnia konfrontacja tej dwójki. Walka to Falls Count Anywhere Match, ale kompletnie tego nie było czuć. Panowie najdalej wyszli na stage gdzie trochę trwali w brawlu jednak nie doszło tam nawet do ani jednego przypięcia co jest rozczarowujące jeśli chodzi o te stypulacje. W końcu nie jest ona dla zabawy, lecz po coś i coś ze sobą powinna nieść. W późniejszej części walki to się nie zmieniło. Większość była toczona w ringu, a jak już byli poza nim to tylko gdy Bram maltretował Magnusa na oczach jego żony, Micky. No właśnie. Inicjatywa przez większość czasu była w rękach Brama zwłaszcza od momentu kiedy przy ringu pojawiła się Micky i Magnus zdezorientował się starając się wybić z jej głowy pomysł bycia przy ringu. W pewnym momencie gdy Bram był już bliski wykończenie Magnusa poza ringiem postanowił skorzystać z okazji, że ten nie ma już sił i zapędził Micky do ringu. I tu doszło do najciekawszej sytuacji jeśli chodzi o tę walkę. W momencie gdy Bram już był bliski zrobienia czegoś Micky pojawił się przed nimi James Storm mówiąc by to jego uderzył, a nie Micky. Bram ostatecznie się nie odważył, a Storm wyprowadził Micky z ringu. Domyślam się do czego może prowadzić ta sytuacja, o tym jednak jeszcze za chwilę. Wróćmy do walki. W momencie gdy już Micky była bezpieczna walka wróciła do ringu gdzie dalej dewastowany Magnus miał swoje bohaterskie przebłyski, w których starał się przebić przez ofensywę rywala. W sumie przez większość walki tak to wyglądało. Magnus był obijanym under dogiem, który miał powstać na koniec walki i tak się wydarzyło. Na sam koniec wykończył go trzema Powerbombami które okazały się skuteczniejsze niż cała dotychczasowa ofensywa Brama. Ja jestem ciut zawiedziony pojedynkiem. Ogólnie był dosyć wolny, standardowy brawl. To czego mi najbardziej brakowało to wykorzystania tej stypulacji bo ta walka to równie dobrze mógłby być zwykły NO DQ.

Wywiad, z Kurt'em Angle'm na temat walki, o którą jest oparte po raz kolejny show. I to nic dziwnego. Kurt jednak nie powiedział nic odkrwyczego, ale to co miał zrobić zrobił. Podbudował lekko atmosfere przed dzisiejszym rewanżem. Lashley jest nazywany niszczycielem i określany jako cieżki do pokonania, ale tylko do czasu aż wstępuje do ringu właśnie z Kurt'em. Mistrz świata podsumował te wypowiedź słowami, że tutaj na Bell to Bell nie ma nikogo lepszego od niego. It's real?

TNA World Heavyweight Championship Match
Kurt Angle (c.) vs. Bobby Lashley


Nadszedł czas na wielki Main Event dzisiejszego Bell to Bell i nie wiem jak wy, ale po ostatniej ich konfrontacji, która jest dalej dosyć świeża i nowa na scenie jestem mocno podekscytowany tym pojedynkiem.  Tak naprawdę w przypadku tej walki nie mam za wiele do pisania. To co najważniejsze mam do przekazania w przypadku tego fragmentu gali, to fakt, że jest to ich kolejne starcie naprawdę warte obejrzenia. To nie było żadnego rodzaju szybkie widowisko. To był prawdziwy solidny wrestling dwóch gości. Po raz kolejny błyszczy świetne wyszkolenie techniczne obu tych zawodników. Kłania się warsztat zapaśniczy Angle’a oraz warsztat wyniesiony z MMA przez Lashley’a. Poza tym walka przebiegiem rozpisana mocno podobnie do ich pierwszej walki. Na początku dostaliśmy czysto techniczną sekwencję gdzie w typowym zapaśniczym stylu jeden przejmował inicjatywę od drugiego. W większości przypadków przejmował ją Bobby i tak też było przez większość walki gdyż to Angle głównie dostawał tutaj wycisk i był w centrum wielu near falli, przy których aż żal, że Impacty nie odbywają się na żywo. Trochę panom w końcówce walki nie wyszedł Angle Slam z narożnika. Chyba Kurt miał lekki problem z utrzymaniem rywala i ten po prostu mu się lekko wyślizgnął. Koniec walki mamy podobną sekwencje jak przy ich pierwszym spotkaniu. Angle Lock w wykonaniu Lashley’a, podczas którego Kurt był bliski odklepania.. oczywiście tylko z pozoru. Nie sądzę by TNA się do tego posunęło. Kurt przewrotem w przód wbił rywala prosto w narożnik i przechwycił go w Roll Up, który doprowadził go do pierwszej udanej obrony mistrzostwa. Brawa dla tej dwójki po raz kolejny. Na koniec walki mamy hadnshake dwójki jednak jak Tazz zauważa dostajemy powtórkę, na której widać, że jeden z barków Lashley'a nie był przybity do maty przez co możemy być pewni co nas czeka w najbliższym czasie.

Podsumowanie, kolejne dosyć solidne show. Po zeszłotygodniowej maksymalnej podbudowanie aktualnych feudów dostaliśmy zakończenie trwających ostatnimi tygodniami feudów. Young i Roode w sumie stoją pod lekkim znakiem zapytania, ale po tych walkach, a zwłaszcza po tej dzisiejszej jestem w stanie stwierdzić, że nie mam ochoty na oglądanie kolejnej. Dzisiejsza nie była może jakaś bardzo tragiczna, lecz w pewnym stopniu męcząca w odbiorze. Magnus i Bram stawiam, że to definitywny koniec i to jest również dobry ruch. Kurt Angle oraz Bobby Lashley III to pewniak i może być całkiem solidnie, ale brakuje tej dwójce jakiegoś feudu. Chociaż można przyznać, ze walka szanujacych się wrestlerów to dosyć miła odmiana na tle tego co z reguły dostajemy nie tylko w TNA. Ogólnie jak dla mnie gorzej niż tydzień temu, ale wciąż dobrze. Za tydzień może być zwłaszcza ciekawie jeśli zapoznamy się już z nowymi rywalizacjami jakie szykuje dla nas Impact Wrestling.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Impact dobry, ale powinni zakończyć już feud Roode vs Young, Teraz pewnie Bobby będzie chciał Younga najebać i będą ciągnąć ich spór dalej.

Anonimowy pisze...

Szkoda że nie było nic z feudu Rising - BDC

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.