3 marca 2017

Impact Wrestling - 02.03.2017 - raport

Witam. Dzisiejszy Impact będzie dość smutny, bo po raz ostatni zobaczymy takie osoby jak Jade, Broken Hardys, Maria, Mike Bennett czy Drew Galloway. Musimy jednak spojrzeć w przyszłość i nie narzekać, bo do federacji zmierza Kongo Kong. Na dzisiaj zapowiedziano walkę o pas Grand Championship, pojedynek Lashleya z Barnettem o pas oraz starcie Everetta z Trevorem Lee. Pora rozpocząć zabawę.



Walka Nr.1: Knockouts Title Last Woman Standing Match – Rosemary vs Jade

Pretendentka postanowiła od razu zaatakować mistrzynię i nie pozwolić jej na pierwsze uderzenie. Rosemary wiedziała co się święci i zaczęła kontrować ataki, ale czekał na nią Suicide Dive. Wracamy do ringu gdzie finisher Jade zostaje zablokowany. Pretendentka kontruje także finisher mistrzyni i dorzuca od siebie German Suplex. Po chwili wykonała następny German Suplex. 1...2...3...4...5. Jade nie czekała i od razu postawiła na Dropkick. Jej Suicide Dive już się nie udał, bo Rosemary trafiła ją mocnym łokciem. Mistrzyni zabrała śmietnik oraz kij do kendo i zamierzała użyć tych broni. Jade jednak szybciej złapała kij i próbowała zniszczyć Rosemary, ale ta zrobiła unik i dorzuciła wściekłą serię uderzeń. Jade wylądowała w narożniku i miała otrzymać atak, którym był Corner Forearm. Rosemary następnie zapięła Tarantulę. Dźwignia chwilę potrwała a jej wykonawczyni zabrała śmietnik, który wylądował na głowie Jade dwukrotnie. Rosemary postawiła jeszcze swoją broń koło głowy pretendentki i miała zamiar skoczyć. To się właśnie stało i zobaczyliśmy Coast to Coast na śmietnik! 1...2...3...4...5...6. Jade nie miała dość i skontrowała jeden z zamiarów rywalki. Wykonała ona serię kopnięć i zabrała kij, który spotkał się kilkukrotnie z plecami Rosemary. Jade dorzuciła od siebie trochę zbotchowane Running Knee oraz ustawiła śmietnik na środku ringu z zamiarem wykonania Powerbomba na tę oto broń. I ta akcja się udała! 1...2...3...4...5...6...7...8...9. Mistrzyni wstała i udało jej się ostatkiem sił opluć skaczącą na nią Jade. Rosemary nie czekała i od razu wymierzyła Red Wedding. 1...2...3...4...5...6...7...8...9! Jade powstała co zdenerwowało jej przeciwniczkę. Próbowała walczyć, ale trafił ją mocny łokieć. Rosemary próbowała wykorzystać to, że jej rywalka jest oślepiona i poza ringiem wykonała następny Red Wedding! 1...2...3...4...5...6...7...8...9! Pretendentka znowu wstaje! Mistrzyni ruszyła z szarżą, ale trafiła na stalowy narożnik. Jade skorzystała z okazji i oczyściła swoją twarz. Następnie opluła mistrzynię i wykonała Powerbomb na schodki! 1...2...3...4...5...6...7...8...9! Panie postanowiły walczyć na stage'u i tam to Jade dominowała. Udało jej się wymierzyć mocne kopnięcie oraz zaplanowała Powerbomb. Rosemary znów użyła swojej tajnej broni czyli zielonej mazi. Pretendentka znów musiała męczyć się i otrzymała po raz trzeci Red Wedding. 1...2...3...4...5...6...7...8...9...10! 

Zwyciężczyni: Jade – 11.20 (Świetne starcie – po raz kolejny panie udowodniły, że potrafią walczyć w niekonwencjonalnych pojedynkach. Dały sobie radę w Steel Cage oraz w Monster's Ball. Tutaj poszło im troszkę gorzej, ale i tak naprawdę polecam ten pojedynek. Rezultat był jednak z góry wiadomy – Jade odeszła z TNA i niemożliwe byłoby gdyby zwyciężyła. Cieszy jednak to, że chociaż Rosemary zostaje.)


Moose narzekał na zachowanie Cody'ego. Obiecał, że pojawi się w ringu i wypowie się na temat tego ataku.


A teraz przechodzimy do braci Hardy. Panów także oglądamy po raz ostatni. Ciekawe jak wytłumaczą ich całkowite zniknięcie z telewizji. Matt rozmawiał ze swoją rodziną i cieszył się z ich obecności. Miał on kilka powodów dla których zorganizował to zebranie. Chce zaprosić wszystkich do jego osobistego zoo oraz prosi Jeffa o przetestowanie mocy, które przekazał mu Matt. Chce aby Hardy wyciągnął pewną postać z zakamarków jego umysłu.


A do ringu zmierza Moose. Chce być szczery. Nie obchodzi go rodzina Cody'ego oraz to, że nazywa się on koszmarem. Jedyne co go obchodzi to ubranie Cody'emu brązowej torby, bo okazał się on zwykłą i brzydką suką. Od teraz lepiej będzie jeśli będzie on żałował swoich czynów, bo to może być dla niego zwykły koszmar. Wydawało się, ze to już koniec segmentu, ale nagle do ringu wskoczył Cody. Panowie zaczęli się bić i na pomoc ruszyła ochrona. Panowie jednak poradzili sobie z rywalami i wrócili do walki. Moose pozbył się Cody'ego z ringu Cactus Clothesline'm, ale po raz drugi zobaczyliśmy jak miesza się ochrona. Moose znowu zniszczył przeciwników i jeszcze raz rzucił się na Cody'ego. Na ratunek musiały ruszyć gwiazdy rosteru. Cody nie był zadowolony, ale pojawiła się jeszcze Brandi Rhodes. Uspokoiła ona męża, który powiedział, że już jest dobrze i odejdzie w spokoju. Zamiast tego rzucił się on na Josha Matthewsa. Nie wiem dlaczego. Może wkurzał go sposób komentowania przez tę osobę. Moose postanowił wymierzyć sprawiedliwość i potraktował on Cody'ego oraz osoby, które koło niego stały mocną Planchą. To już chyba koniec tego segmentu, bo Cody odszedł ze swoją żoną. Ten feud za ciekawy nie jest, ale dzisiejszy brawl był naprawdę niezły. Panowie pewnie zmierzą się ze sobą na przyszłych tapingach.


Walka Nr.2: James Storm vs Jessie Godderz

Josh Matthews już powrócił. Powiedział on, że czuje się nieźle, ale musiał wrócić. Następnie przypomniał on między innymi Jima Rossa dodając, że nie mógł tak po prostu sobie odpuścić.

James od razu rzucił się na rywala, ale nadział on się na Shoulder Tackle, Scoop Slam i Dropkick. To jednak nie koniec i Godderz wykonuje jeszcze Belly to Belly Suplex. Stormowi udało się uciec od dźwigni, ale nie uciekł on od ataku przeciwnika. Panowie wrócili do ringu gdzie James otrzymał Clothesline. Storm nie zablokował teraz Adonis Craba, ale na pomoc ruszył Kingston. Pozwoliło to Stormowi na Chop Block i serię ataków na nogę rywala. Członek DCC pozbył się rywala z ringu co pozwoliło Kingstonowi na parę ciosów. Jessie wraca i otrzymuje mocny Headlock. Następnie został on rzucony na matę. Storm jednak nie chciał mu pozwolić na ofensywę i dorzucił on Clothesline i serię pięści w narożniku. To nie koniec – Kingston znowu pozwala sobie na nieczysty atak a James wraca do akcji. Wykonuje on trzy Clothesline'y, Corner Clothesline oraz Enzuigiri. James miał dość i zablokował Irish Whip. Nadział on się jednak na Big Boot oraz Blockbuster. 1...2...Kick-out. Godderz postanowił atakować kark przeciwnika, ale musiał uznać jego wyższość, bo Storm zaskoczył Jessie'go Spinebusterem. Zaplanował on także Eye of the Storm, ale Godderz zeskakuje i znów próbuje dźwigni. Zamiast tego wykonał on katapultę oraz zablokował atak Kingstona. Powalił go Pumphandle Suplexem i zapiął Adonis Crab. James odklepał, ale sędzia tego nie widział. Nie widział on także ciosu krzesłem od Brama i walkę kończy Storm swoim Last Call Superkickiem.

Zwycięzca: James Storm – 6.30 via Pinfall (Pozycja DCC wciąż jest bardzo niska – potrzebowali oni trzech gości aby wygrać z Jessie'm Godderzem. To trochę słabe. I nie mogę pojąć w to, że TNA a raczej Impact Wrestling tak ich bookuje mając w rosterze dwa tag-teamy. No a sam pojedynek był całkiem niezły, bo trzymał swoje tempo. Jessie udowadnia, że nie olewa sobie czasu wolnego i po raz kolejny pokazuje, że nie jest złym wrestlerem.)


Walka Nr.3: X-Division Title Match – Trevor Lee vs Andrew Everett


Panowie zaczęli od kłótni. Lee ruszył na przeciwnika, ale nadział się na serię uderzeń oraz Pele Kick. Mistrz postanowił się wycofać z ringu, ale Andrew na tym nie skończył i wykonał on Somersault Planchę oraz Vaulting Planchę! To jednak nie koniec, bo pretendent postanowił dorzucić Springboard Moonsault. Na ratunek chciał ruszyć Shane Helms, ale Andrew go postraszył. Panowie wracają do ringu gdzie Everett chciał dorzucić jakiś atak. Zamiast tego zobaczyliśmy unik oraz piękny Moonsault Slam od Trevora. Mistrz wściekłe rzucił przeciwnika na matę i podniósł ręce w geście zwycięstwa. Po tym ruszył z szarżą, ale jego rywal zrobił unik. Everett jednak nadział się na Running Knee oraz serię Stompów. Sędzia przestrzegał Trevora przed takimi atakami, ale ten nic sobie z tego nie zrobił. Następnie postawił na ciosy z pięści, ale Andrew odpowiedział kilkoma Chopami. To tylko rozjuszyło mistrza, który znów mocno wysłał przeciwnika w narożnik. Lee dorzucił serię kolan, ale jeszcze raz otrzymał kontrujące uderzenia. Andrew ustał na nogach po German Suplexie i ruszył z ofensywą. Zatrzymał się on ładnie poza linami i wykonał Springboard Dropkick. Everett szybko wstał i miał dla mistrza serię Running Forearmów, Corner Forearm – jego trzeci atak spotkał się z Uppercutem. To jednak nie powaliło pretendenta, który postawił na Step Up Enzuigiri oraz potężne Hurricanrana DDT. To jest jedna z najlepszych akcji jakie widziałem. Shane Helms rozproszył jednak sędziego. Nie mamy odliczania, bo Andrew pogonił Helmsa. Wrócił on do ringu i wykonał Shooting Star Press. Mistrz jednak wyciągnął kolana i od razu przeszedł do Roll-upa. 1...2...3!

Zwycięzca: Trevor Lee – 7.20 via Pinfall (Panowie doskonale się rozumieją w ringu i dzisiaj to udowodnili. Pokazali oni naprawdę dobry wrestling, ale zastanawia mnie jedno – dlaczego trwało to tak krótko? Przecież oni są w stanie zrobić piękne i długie starcie. Sądzę, że końcówka walki sugeruje jeszcze jedno podejście Everetta a facet na to zasługuje. Zbiera on fajną reakcję, ludzie go kupują oraz potrafi on wiele w ringu.)


Matt Hardy chciał aby Jeff wysłał drona, który mógł przetestować jego nowe moce. Jeff ruszył w podróż po zoo i spotkał przestarzałego muła. Nakarmił go jakimś żarełkiem i chciał wiedzieć co ten mu powie. Muł powiedział, że w duszy Jeffa jest narzędzie. Hardy następnie zaczął zachowywać się jak osioł a raczej krzyczeć jak on. Okazało się, że miał on wizję i ruszył do brata. Powiedział mu, że zobaczyć coś wielkiego. Wie gdzie muszą się udać i rodzina postanowiła się stąd teleportować. Wylądowali oni w jakimś sklepie. Jeff zauważył, że to miejsce oznacza bliski pojedynek. Matt się zgodził i rodzina ruszyła po mieście w poszukiwaniu kolejnych mistrzów. Te segmenty są naprawdę dobre. Szkoda, że już nigdy tego nie zobaczymy w tej federacji. Bracia poprosili jakichś typeczków o rozmowę z promotorem. Matt powiedział, że chcą oni walczyć o pasy drużynowe. Promotor uznał, że oni mają już pretendentów, bo u nich odbędzie się turniej o pasy. Nagle zobaczyliśmy jak Senior Benjamin traktuje dwóch gości paralizatorem i okazało się, że pretendenci nie mogą walczyć. Hardy uznał, że to świetne i domagał się walki. Promotor nie mógł obiecać pieniędzy za walkę, ale Jeff stwierdził, że pieniądze ich nie interesują. Bracia następnie ruszyli na spotkanie swoich przeciwników. Oczywiście ich spotkali i obiecali im, że ich reign zostanie usunięty. Po raz kolejny obejrzeliśmy jak bracia idą do ringu na swoją walkę, której całej nie obejrzymy. Wydaje mi się, że federacja, która zatrudni braci będzie mogła utonąć w pieniądzach. I mam nadzieję, że weźmie ona całą rodzinę Matta i Seniora Benjamina. No cóż. Matt zajmował się walką w ringu a raczej otrzymywaniem kolejnych razów. Jeff Hardy w tym czasie został wyciągnięty z ringu i dwóch gości postanowiło go napastować gdzieś daleko. Jeff otrzymał jeszcze cios krzesłem a Matt poleciał z ringu. Typeczki próbowały uderzyć Jeffa drabiną, ale ten nagle zniknął. Po chwili wrócił z Benjaminem i panowie obiecali rywalom pokaz fajerwerków. Przeciwnicy dali nogę, ale Jeff i Benjamin nie mogli im tak po prostu odpuścić. Do ringu wrócił po dłuższej chwili Jeff Hardy, który wykonał serię ciosów a następnie pokazał parę akcji drużynowych z bratem. Panowie oczywiście zwyciężyli dzięki swojej kombinacji. Nacieszmy się tym widokiem, bo to ostatni raz kiedy widzimy braci w Impact Wrestling. 


Moose był opatrywany i spotkał Drew Gallowaya. Szkot uznał, że nie ma złych zamiarów. Widział co się działo wcześniej i ma dla Moose'a pewną propozycję. Musiał wyruszyć w podróż, ale wrócił tutaj. Może dać walkę o pas swojemu przeciwnikowi, która jednak odbędzie się już za chwilę co oznacza, że Moose ma od pięciu do piętnastu minut na odpoczynek.


Pokazano nam skrót historii Laurel Van Ness/Braxton Sutter/Allie/Maria/Mike Bennett/Aron Rex/Spud/Robbie E/ojciec Laurel/Sienna/gość od ślubu/publiczność. Co mnie najbardziej rozwala? Allie została zwolniona/odeszła a tak naprawdę ten los spotkał Marię. 


MacKenzie Mitchel zapraszała ludzi do odwiedzenia ich kanału na YouTube. Spotkała ona Laurel Van Ness w całkowitej rozsypce. Ubrana ona była w swoją ślubną sukienkę oraz popijała szampan. Narzekała na zachowanie Braxtona a następnie się znów rozpłakała. W sumie smutno mi się zrobiło.


Walka Nr.4: Impact Grand Championship Match – Drew Galloway vs Moose

Dobrze wiemy jak to się skończy, ale wypada ten pojedynek opisać. Szkot znowu zmienił theme song i wracamy do utworu z The Rising. 

Runda 1: Szkot ruszył z wściekłą szarżą na Moose'a. Udało mu się wymierzyć Big Boot oraz serię uderzeń. Po tych ciosach postawił on na Corner Clothesline oraz zaczął kopać ręce przeciwnika. Moose wziął się w garść dzięki serii ciosów. Następnie postawił on na Clothesline, ale Drew wiedział co się święci i zabrał on pretendenta ze sobą. Panowie walczyli poza ringiem gdzie to Moose działał lepiej w ofensywie. Mistrz wylądował na narożniku i otrzymał serię Chopów. Uratował się on Big Bootem i rzucił rywala na barierki. Następnie podniósł przeciwnika na schodkach aby wykonać Celtic Cross! 

Runda 2: Drew był zadowolony ze swojego ataku i ucieszył się również gdy dowiedział się, że to on wygrał poprzednią rundę. Wracamy do walki. Tym razem to Moose zaczął od Big Boota a jego rywal wykonał serię Chopów. Moose jednak odpowiedział Shoulder Blockiem, Corner Clothesline'm, Pop-Up Powerbombem, Running Sentonem i Diving Moonsaultem! 1...2...Kick-out. Galloway był nieźle obolały, ale zablokował on atak rywala. Następnie go spoliczkował, ale pretendent postanowił wymierzyć Dropkick oraz powalić przeciwnika swoim Go To Hell. Drew wycofał się z ringu aby odpocząć. Po chwili ruszył on do ringu i skontrował zamiar rywala zrzucając go na matę. Pozwoliło to mistrzowi na Death Valley Driver na krawędź ringu! Moose miał dość, ale ostatkiem sił postawił na Powerbomb na tę właśnie krawędź ringu! 

Runda 3: Czas znów minął gdy panowie byli poza ringiem. Dowiemy się zaraz kto wygrał i sędziowie zdecydowali o zwycięstwie Moose'a. Na razie mamy w takim razie remis jeśli dobrze kojarzę. Rywale wrócili do ringu i obaj trafili siebie Big Bootem. No nieźle. Drew wstał jako pierwszy i postawił on na wściekłą szarżę. Przeszedł on z rywalem do narożnika gdzie zaplanował Superplex. Pretendent jednak zrzucił Szkota, ale ten złapał Moose'a i posłał go na matę. Drew chciał dorzucić Claymore, ale Moose go złapał i posłał w narożnik Buckle Bombem. Po tej akcji dorzucił on Game Changer! 1...2...Moose dotyka lin! Pretendent postanowił wykonać kolejny atak, ale mistrz potraktował go Low Blowem. Po tym poczęstował on przeciwnika Claymore Kick'iem oraz Tombstone Piledriverem! 1...2...Kick-out! Panowie mieli dość a czas mijał. Wymieniali się oni uderzeniami, ale tę wymianę wygrał Moose. Galloway nie zważał na zasady i kopał przeciwnika poniżej pasa. Następnie potraktował go Claymore Kickiem, ale dość szybko nadział się na Game Changer! Mamy koniec!

Sędziowie musieli zdecydować kto wygrywa. I tutaj trafiło na głupotę, bo przecież Drew powinien mieć odjęte punkty za to, że stosował nieczyste zagrywki. Tak się nie stało i do końca nie wiedzieliśmy kto wygra. Nie no, oczywiście żartuję, bo tutaj nie było żadnych niespodzianek. Wygrał Moose dzięki decyzji sędziów.

Zwycięzca: Moose – 9.00 via Split Decision (Oczywiście było wiadome, że wygra tutaj Moose. Galloway nie przedłużył kontraktu więc trzeba było pozbawić go pasa. I to akurat mi się podoba, bo mieliśmy tutaj jasne zasady. Pojedynek jak zwykle – trzymał swój poziom. Panowie świetnie czują się w ringu a Drew udowadnia, że jest jednym z lepszych wrestlerów, bo czuje on każdego rywala w ringu. Wszystko zostało trochę zabite przez wiadomy rezultat oraz przez końcówkę. Niby dobrze zrobili, że postawili na decyzję sędziów – Moose wygrywa a Szkot wcale nie traci. Galloway jednak i tak odchodzi więc mógł on przegrać przez pinfall. To mogło bardziej wypromować naszego Łosia. No i daję minusik za zapomnienie o zasadach, które raczej powinni obowiązywać.)


Walka Nr.5: TNA World Title Match – Lashley vs Josh Barnett


Theme song Lashleya właściwie nie jest taki zły, ale poprzedniego nie przebije. Impact mógłby wydać pełne wersje tych theme songów, bo z tym to u nich naprawdę ciężko. Ostatnio wrzucili theme song DCC co mi się podoba. To jednak za mało. 

No cóż. Porównuję sobie budowę Lashleya i Barnetta i ten pierwszy po prostu niszczy pana obwisłe cyce i wszystko. Rozpoczynamy tę ostrą jatkę. Panowie próbowali przejść do zwarcia, ale zamiast tego spadli oni na matę aby walczyć w parterze. Bobby poradził sobie z tym i odepchnął Josha, który próbował zapiąć Key Lock. Tym razem to Lashley powalił przeciwnika na matę ładnym Takedownem, ale Barnett odpowiedział serią kopnięć i Spinning Heel Kickiem. Bobby po raz kolejny zablokował Key Lock i przeszedł za Josha aby wykonać Full Nelson Slam. 1...2...Kick-out. Czas na przerwę a po niej zobaczyliśmy jak Bobby leje swojego przeciwnika. Panowie walczyli w narożniku. Właściwie to Lashley walczył a Barnett otrzymywał kolejne razy. Josh wrócił na właściwe tory i potraktował przeciwnika serią kolan. Mistrz jednak od razu wykonał Back Elbow i zapiął Arm Bar. Pretendent uratował się i postawił na kolejne ataki kolanem. Lashley wysłał go jednak w narożnik, ale Josh odpowiedział Clothesline'm. Z drugim nie trafił, bo Bobby zaskoczył go Arm Trap Neckbreakerem. Do tego chciał dorzucić Spear, ale Josh ładnie przekręcił mistrza i po serii ciosów zapiął Cross Arm Breaker. Barnett dorzucił kolejne kopnięcia i dalej próbował zapiąć ostateczną dźwignię. To się udało i Bobby został złapany w Key Lock. Mistrz dość szybko się uwolnił i pozwolił sobie na serię uderzeń. Panowie wrócili do narożnika i tam wymieniali się ciosami oraz kopnięciami. Josh poczęstował przeciwnika Roundhouse Kick'iem, ale otrzymał za to Clothesline oraz Spear. 1...2...3? No nie wiem, bo Barnett podniósł swoje barki przed wyliczeniem czego nie widział sędzia. A podobno w spoilerach pisano, że Josh sobie wygrał pas, ale musiał go oddać z powodu kontrowersji. No i to tyle na dzisiaj. Pozostaje teraz czekać na następny Impact. A już wiem, że będzie grubo.

Zwycięzca: Lashley – 9.01 via Pinfall (Zacznę od strony czysto wrestlingowej. Panowie bardziej skupili się na brawlu oraz na chwytach z MMA co było widać – pojedynek nie miał przestojów i był dynamiczny, bo zawsze coś się działo. Nawet nie zauważyłem, że to już koniec a to jest jakiś plus. Lashley nie schodził poniżej swojego poziomu a Barnett wcale taki słaby nie jest w ringu. No dobra, za dużo to nie zdziałał, ale wcale nie ssał. Tylko chcę wiedzieć co się stało z końcówką. Barnett właściwie odkopał i czy to był jego błąd? Najprawdopodobniej. Josh jednak na tej porażce stracił, bo ciężko będzie brać go na poważnie. Nikt go nie zna a na dodatek przegrał on walkę z kimś o wyższym poziomie niż on.)


Impact wyszedł naprawdę fajnie, bo skupiono się tutaj całkowicie na dobrym wrestlingu. Naprawdę warto poświęcić parę minut i spojrzeć na walki mistrzowskie. 

RS

1 komentarze:

Damian Szczęsny pisze...

Szkoda, że Galloway nie zdecydował się przedłużyć kontraktu, bo według mnie był najlepszym zawodnikiem w TNA. Jego miejsce zajął człowiek nieprzywidywalny, nie wiem czy będzie wart kasy którą teraz mu płacą.
Bez Hardych będzie znowu przewidywalnie. Najgorzy jest jednak sposób w jaki się rozstali z federacją. Ludzie którzy tworzyli historię TNA powinni otrzymać więcej szacunku ze strony oficjeli.
Oczywiście również będzie brak Jade, Mike'a i Marii, bo dobrze sięsprawowali.

I na koniec: Barnett musi odejść.

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.