8 kwietnia 2017

Podsumowanie miesiąca w Impact Wrestling - marzec 2017.

Witam. Wziąłem się za podsumowanie marca w Impact Wrestling. Działo się raczej sporo i głównie będziemy patrzeć na całkowitą zmianę w federacji. Zapraszam do lektury.



ODEJŚCIA, ODEJŚCIA



Tutaj właściwie krótko – początek marca był dość smutny dla fanów jeszcze wtedy TNA. Odeszły takie postaci jak Mike Bennett, Maria Kanellis, Drew Galloway, Jade, Broken Hardys. Jak po pierwszej dwójce mało kto będzie płakał (ja będę) tak za pozostałą czwórką będziemy tęsknić. Galloway wybrał ponowny run w WWE, Jade właściwie wróciła na scenę całkowicie niezależną, ale wcale się nie zdziwię jeśli w okolicach lata wystąpi w turnieju dla kobiet w WWE a bracia Hardy kontynuowali swoje Expedition of Gold, ale poza federacją. Wystąpili oni w ROH, ale także powrócili do WWE na samej Wrestlemanii.

POWROTY, POWROTY, DEBIUTY



No więc tutaj będzie trochę dłużej – w Impact Wrestling zadebiutowały takie osobistości jak: Alberto El Patron, Reno Scum, Kevin Matthews, Garza Jr, Laredo Kid. Oprócz tego powróciło LAX – w nowym składzie, ale jednak znalazło się miejsce dla Konnana oraz Homicide'a. I właśnie tacy wrestlerzy mają tworzyć nowe TNA. Ten pierwszy jest osobą znaną – El Patron ma za sobą jeden udany i drugi nieudany run w WWE. Ludzie wiedzą kim on jest a federacja musiała załatwić sobie nową i wielką gwiazdę. Jedziemy dalej – Reno Scum. Wiele o nich nie wiedziałem, ale można uznać, że będą oni fajnym wzmocnieniem do rosteru, bo dostają fajną reakcję, nieźle walczą, będzie chyba ok. Kevin Matthews wiele nie pokazał i dał się poznać jedynie jako krzyczący frajer – to jednak dopiero jego początki, może z niego coś będzie, ale na razie jestem na nie. To jednak nie koniec i w federacji zadebiutowała para wrestlerów z Meksyku. Garza Jr ma niezły kontakt z publiką, całkiem nieźle wygląda w ringu, ale jego partner jest przeciętnym luchadorem. No i powróciło LAX a tę ekipę teraz tworzą – Diamante, Ortiz, Santana, Konnan, Homicide. Akurat tym powrotem się jaram i sądzę, że mogą oni zapełnić lukę po braciach Hardy. Wróciły jeszcze takie osoby jak ODB czy Suicide, ale nie grzeją mnie one a co więcej – mam je całkowicie gdzieś.

TO JUŻ NIE JEST TNA



Takimi słowami można podsumować cały wywód Bruce'a Pricharda, który pojawił się w jednym z pierwszych odcinków IW w tym miesiącu. Od teraz oglądamy Impact Wrestling i zmianę odczuła cała federacja z nowymi władzami. Pasy doczekały się zmiany nazwy, ale wyglądu już nie i wciąż widzimy stare logo na mistrzostwach. Może to głupi szczegół, ale jak zmieniamy wszystko to zmieniamy wszystko. Bruce obiecał nowych wrestlerów, całkowicie nową telewizję. Właściwie swoje zobowiązania zaczął spełniać – dość słabo jak się przekonaliśmy. Pierwszy odcinek był jednym z najgorszych jakie widziałem. Jedyne plusy to ciągnący się feud Wilków i... chyba tyle. Skupiono się w nim głównie na feudzie komentatorów, nawiązaniach do WWE, kolejnemu zniszczeniu panowania Lashleya. El Patron wygrał w debiucie główny pas po bardzo kontrowersyjnych wydarzeniach podczas walki. Nie była to dobra decyzja, większość ludzi skrytykowała cały odcinek i wcale się nie dziwię. Na szczęście była to jednorazowa wpadka, bo po tygodniu wszystko wróciło na właściwe tory – Lashley odzyskał pas, pokazały się nowe drużyny, feud Wilków trwał. Można było spokojnie patrzeć w przyszłość.

NOWI MISTRZOWIE I STARZY MISTRZOWIE



O El Patronie już wspominałem, ale na szczęście pas swój stracił a nawet go oddał. Lashley za często się nie pokazywał, federacja oszczędza go, ale nie wiem dlaczego. Trevor Lee dalej panował jako mistrz X-Division. Czy panował dobrze? Na pewno lepiej od DJ'a Z, który miał strasznie bezpłciowy run z pasem. Wmieszano Trevora z feud z Everettem – dawnym partnerem i panowie mieli już jedną walkę, którą wygrał Lee. Feud jednak nie zgasł i panowie jeszcze się ze sobą zmierzą. Co dalej – aha, dywizja kobiet. Nie jest ona najlepsza niestety. IW skupiło się na promowaniu ODB, która ma straszne braki w ringu. Okazuje się jednak, że była ona najlepszym wyborem na promocję, bo w rosterze ostały się takie osobistości jak Brandi Rhodes, Rebel, Madison Rayne czy Laurel Van Ness. Ta ostatnia właściwie odeszła na jakiś czas z ringu a do tej trzeciej zastrzeżeń nie mam, ale zrobili z niej heela co właściwie się wyklucza. A panie z numerem jeden i dwa, jakby to powiedzieć... są cienkie w każdym aspekcie. Wydaje się, że Rosemary pasa szybko nie straci, ale nigdy nie wiadomo co oficjelom przyjdzie do głowy. Na sam koniec zostawiłem sobie rywalizację o pasy drużynowe. Matt i Jeff odeszli i trzeba było jakoś to wyjaśnić. IW pomyślało nawet nieźle – Broken Hardys po jednej ze swoich czasowych podróży po prostu zniknęli i zostawili pasy ze sobą, które znalazły się w posiadaniu Decay. Prichard i Mantell postanowili, że wyłonią oni nowych mistrzów w przyszłej walce czterech drużyn, które miały szansę się zaprezentować publice przez dwa tygodnie. Do walki dołączyło Decay, Reno Scum, LAX oraz Garza Jr z Laredo Kidem. Największe wrażenie oczywiście robił powrót LAX, którzy pokazali, że w nowym składzie nie będą kołem u wozu i zostali oni mistrzami drużynowymi. Walka była niezła i nawet została ona zdominowana przez członków tej ekipy czyli Santanę oraz Ortiza. Feud o Impact Wrestling World Heavyweight Title na jakiś czas przygasł. Wyłoniono co prawda nowego pretendenta, którym został Alberto El Patron, ale przystopowano z rywalizacją aby zająć się czym innym. Do walki o pas dołączą pewnie też Ethan Carter III i James Storm.

DAVEY VS EDDIE – CIĄG DALSZY ORAZ INNE MNIEJ CIEKAWE HISTORIE



Panowie nie przestali feudować ze sobą i już na samym początku nowego Impact Wrestling wpadli w szał doprowadzając do wściekłego brawlu. Co dalej? Richards wygrał sobie z Suicide'm i... to tyle. Impact wie, że ten feud ma potencjał i czeka z nim do Slammiversary. Co prawda walczyli oni już w jednej walce i czeka na nich Last Man Standing, ale to na pewno nie jest koniec.
Jeremy Borash i Josh Matthews raz się ze sobą kłócili a raz nie. Nie było to za ciekawe, bo Josh zmienił się z niemrawego komentatora w słabszą wersję Michaela Cole'a z 2011 roku. Cody feudował z Moose'm co było średnie. Zmierzyli się oni nawet w solidnym pojedynku o pas Impact Grand, ale no cóż – Cody Gallowayem nie jest i jego poziomu w indysach nie reprezentuje. No i wróciła Karen Jarrett. Nic specjalnego według mnie. Wmieszali ją w jakiś feud z KM'em, ale jest to strasznie głupie, bo nikt nie wie kim ten KM jest i dlaczego właśnie on szantażuje Jarrett.


Jaki był marzec? Chyba ok. Początek był porażką, ale wszystko się ustatkowało. Idziemy powoli do Slammiversary, bo szkoda marnować dobre feudy na średniej jakości Impacty. Nowa dyrekcja stara się i wychodzi to coraz lepiej. Czy kwiecień jednak będzie lepszy? Mam nadzieję, bo już niedługo nowe tapingi, no nie?




3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Zapomniałeś dodać, że kompletnie zaginął Drake tworząc głupi tag-team z Tyrusem oraz o końcu DDC, które, miało fajny gimmick. Ja też będę żałował odejścia Miracle - super gimmick, fajny theme song i przerwanie straku Cartera(no ale cóż pyskował zarządowi to mu się dostało).
Tak w ogóle Miracle zaczął swoją przygodę w TNA od walki z Robbi E, a skończył dostając od niego łomot na ślubnie :-(

Daniel Szybeler pisze...

Wszystko się zmienia, ale Decay nadal jest i głównie dla nich oglądam Impact Wrestling :-)
Drake jest troszeczkę szmacony, zapewne nie dlatego, że zawiódł w swojej najważniejszej walce w karierze - na Slammyversary. Federacja mogłaby mu dać np pas Grand, ale pewnie podłożą jego (i Tyrusa ) Morganowi lub Adonisowi. Miracle'a mi nie szkoda bo bookowali go w telenoweli, którą oglądamy do dzisiaj tylko obsada się zmieniła :-D

Anonimowy pisze...

Na stronie Impact można głosować na pretendenta do WHC. Ja wybrałem Storma, jest jeszcze ECIII i Matt Morgan.

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.